Prof. dr hab. Piotr Jaroszyński
Edukacja
a bezpieczeństwo Państwa Polskiego
Edukacja posiada wymiar uniwersalny we wszystkich dziedzinach kultury.
W każdej bowiem dziedzinie, jeśli naprawdę chce się coś osiągnąć, trzeba być
odpowiednio wyedukowanym. Dotyczy to zarówno nauki, jak i etyki, ekonomii,
polityki, sztuki, rzemiosła czy religii. Niezależnie bowiem od predyspozycji,
zdolności, talentu, a wręcz geniuszu, jeśli zabraknie edukacji, to cały ten
potencjał, jakim człowiek został obdarowany, nie rozwinie się w pełni i
stosunkowo szybko wygaśnie.
Obok edukacji,
której celem jest umożliwienie rozwoju różnych predyspozycji czy talentów, jest
też zestaw umiejętności, które człowiek powinien posiąść jako człowiek, np. umiejętność
liczenia czy higiena osobista. Ale są też kwestie natury społecznej, człowiek
żyje i rozwija się dzięki temu, że nie jest sam, ale że jest w rodzinie, w
mieście, w narodzie, w państwie. Stąd jawi się potrzeba edukacji człowieka do
życia społecznego. Szczególną rolę odgrywa tu edukacja dla bezpieczeństwa państwa.
Jakie aspekty wchodzą tutaj w grę? Słowo „edukacja” posiada podwójny kontekst,
a mianowicie jeden dotyczy wychowania, a drugi – nauki. Jeśli więc mówimy o
edukacji dla bezpieczeństwa państwa, to trzeba mieć na względzie z jednej
strony wychowanie, z drugiej – naukę.
Wychowanie dla bezpieczeństwa państwa. Wychowanie to oparte być musi na
uwypukleniu roli państwa niepodległego dla dobra żyjących w nim obywateli. W
grę wchodzi tutaj wyrobienie szerszego spojrzenia niż własne interesy, czy
interesy lokalne. Polak musi umieć patrzeć na Polskę jako całość. Tylko bowiem
Rzeczpospolita niepodległa gwarantuje zabezpieczenie praw mieszkających w niej
obywateli. Rozbicie dzielnicowe, zabory, komunizm wiązały się z
prześladowaniami Polaków w postaci pozbawiania ich własności, zamykania w
więzieniu, torturowania, zsyłania na Syberię, szafowanie wyrokami śmierci,
zakazu posługiwania się mową ojczystą, prześladowaniem polskiej kultury. Polak
nie obroni swych praw ludzkich i narodowych, jeśli będzie myślał w kategoriach
prywatnych czy lokalnych, jako ktoś miejscowy albo tutejszy, a nie jako Polak.
Tego uczą nas 1000-letnie dzieje. I właśnie wychowanie Polaków do traktowania
niepodległego państwa jako najcenniejszego klejnotu jest podstawowym zadaniem
rodziny i szkoły.
W sposób szczególny idee
takie promować musi elita polska, ludzie utalentowani i wybijający się czy to w
nauce, czy w polityce, czy w sztuce. Wzorem muszą tu być wielcy Polacy żyjący w
wieku XIX i w pierwszej połowie wieku XX. Ich osiągnięcia, często na miarę
światową, były okazją do zaznaczania swej polskości i przypominania światu o
prawie Polskiego Narodu do własnego Państwa. Dzięki temu młode pokolenia nie
tylko mogło być odpowiednio wychowywane w domu (gdyż szkoła była w rękach
obcych), ale również mogły czerpać piękne wzory z osiągnięć i postawy ludzi
wybitnych.
Jak dziś wygląda wychowanie?
Zmiana modelu rodziny - z wielopokoleniowej na dwupokoleniową, zatrudnienie
obojga rodziców - sprawia, że rodzina nie ma na siebie czasu, a w związku z tym
wychowanie polskie w większości wypadków schodzi na dalszy plan, przestaje być
rozumiane i cenione. Szkoła w ciągu ostatnich lat wydostała się z indoktrynacji
komunistycznej - dla której odpowiednio spreparowany patriotyzm był tylko
stacją w drodze do internacjonalizmu – i weszła na drogę permisywizmu i
kosmopolityzmu, a więc postawy amoralnej i anarodowej. Zatwierdzony obecnie
nowy program edukacji nie jest dziełem rdzennie polskim, ale został przygotowany
na zlecenie i wedle wytycznych Unii Europejskiej i OECD. Rola niepodległego
Państwa Polskiego nie odgrywa tu już znaczącej roli, nacisk położony jest na
regionalizm (tzw. mała ojczyzna) oraz na obywatelskość (przewrotnie utożsamianą
z patriotyzmem). Ideowo Polak ma się identyfikować z lokalnym środowiskiem i regionem,
prawnie – poddany ma być międzynarodowemu prawu stanowionemu poza Polską lub w
uzgodnieniu z centrami obcymi.
Takiemu systemowi edukacji
wtórują media, które coraz bardziej przechodzą w ręce zagraniczne. Nie ma w
nich miejsca dla kultury polskiej, natomiast obrazu Polaka kreowanego przez
media nie powstydziliby się nasi zaborcy: Polak to człowiek ograniczony,
ksenofob, faszysta.
Równocześnie w
zastraszającym tempie skurczyły się elity polskie. Większość lansowanych
autorytetów szczyci się ilością i rozmaitością obelg rzucanych pod adresem
Polaków. W efekcie młode pokolenia osaczone przez szkołę, media i te tzw.
autorytety musi bać się i wstydzić własnej polskości, przestaje rozumieć i
cenić ten klejnot niepodległego państwa. Bo po co młodemu człowiekowi
niepodległe państwo polskie, jeśli być Polakiem to wstyd, a u Niemców czy w
Stanach jest lepiej. Najbardziej przerażające jest to, że antypolonizm stał się
nieomal oficjalną doktryną całej struktury Państwa Polskiego, antypolonizm
nabrał mocy instytucjonalnej. Świadomość ludzi wyzbytych polskości i dumy z
tego, że są Polakami, czyni nasze Państwo bezbronnym, stawia je otworem przed
zakusami obcych, którzy dobrze pilnują interesów, ale własnych. Jeżeli szkoła
nie będzie wychowywać do miłości Ojczyzny, jeżeli media – i to w tej chwili -
nie przestaną siać nienawiści do Polaków, to dni nasze są policzone. Na nic
zdadzą się granice i karabiny, jeśli nie będziemy Polakami.
Nauka dla bezpieczeństwa Państwa. Obok wychowania, kluczową rolę w zabezpieczaniu
państwa, odgrywa nauka. Można tu mówić z jednej strony o naukach
humanistycznych, dzięki którym w sposób odpowiedzialny wzrastać może świadomość
społeczna budowana na prawdzie.
Rola tych nauk polega na
coraz precyzyjniejszym ukazywaniu tego, kim jest człowiek, jaki jest cel jego
życia, jaką rolę odgrywa w jego życiu rodzina i przynależność narodowa,
dlaczego tak ważna jest moralność; nauki humanistyczne dotyczą więc
podstawowych zasad i celów ludzkiego życia. Z drugiej strony są tzw. nauki
ścisłe albo szczegółowe, których szczególnym odgałęzieniem jest technologia.
Nauki te ukazują i pozwalają na wzbogacenie tego wszystkiego, co nazywamy
środkami do życia. Szczególną rolę odgrywa dziś wypływająca z technologii –
technika. Bezpieczne państwo to państwo stojące na wysokim poziomie
cywilizacyjnym. Na ten poziom składa się właściwe odczytanie zasad i celów
(nauki humanistyczne), oraz dostarczenie i uporządkowanie środków (nauki
ścisłe). Jak problem ten wygląda w Państwie Polskim?
Humanistykę odziedziczyliśmy
po komunizmie zrujnowaną, ponieważ kadra naukowa nie kierowała się prawdą, lecz
ideologią. Na wielką skalę rozwijana była pseudo-nauka dla celów ideologicznych
i w oparciu o autorytet Marksa i Lenina. W związku z tym większości prac z
dziedziny humanistyki nie da się dziś czytać, budzą na przemian zgrozę i
śmiech.
Na dość wysokim poziomie
natomiast stały nauki ścisłe ze względu na mniejsze możliwości ideologizacji. W
pierwszej połowie lat 80. Polska zajmowała 15 miejsce w „Science Citation
Index”.[1]
Równocześnie jednak rozpoczął się wówczas bardzo silny zewnętrzny „drenaż
mózgów”, czyli emigracja osób z wyższym wykształceniem.
Proces ten był szczególnie
niebezpieczny zważywszy na fakt, że w Polsce tylko ok. 7% posiada wyższe
wykształcenie, gdy przeciętna zachodnioeuropejska wynosi ponad 20%. Wydawało
się, że po roku ’89 działania będą szły w kierunku uzdrowienia sytuacji, a więc
umocnienia tego, w czym byliśmy silni, a zmiany tego, w czym byliśmy chorzy. Stało
się odwrotnie. Podczas gdy Niemcy po zjednoczeniu zwolnili z pracy ok. 5 tys.
profesorów politruków, to w Polsce nic takiego się nie stało, politrucy się
przepoczwarzyli w postmodernistów i liberałów. Uciekli do przodu przed
odpowiedzialnością za to okłamywanie kilku pokoleń Polaków. A dziś kierują
katedrami i zasiadają w gremiach decydujących o rozdziale funduszy. Czy w takich
warunkach odrodzić się może naprawdę polska humanistyka, której konsekwencją
byłoby powstanie polskich elit? Raczej jest to mało prawdopodobne.
Od roku 1989 rozpoczęto
systematycznie obniżanie nakładów na naukę. Gdy w roku 1981 nakłady te wynosiły
1,8%, to w roku 1992 już tylko 0,8%, a obecnie wynoszą ok. 0,5% PKB. W
Niemczech wydatki te wynoszą prawie 3% przy czym jest wiele dodatkowych
pozarządowych źródeł finansowania. Wedle opinii specjalistów, zarówno polskich
jaki zagranicznych, taka polityka finansowa jest faktycznie eutanazją nauki
polskiej. Przy obecnym tempie badań i rywalizacji technologicznej stopień
finansowania nauki w Polsce praktycznie eliminuje Polskę z dalszych rozgrywek.
Objawia się to z jednej
strony w pogłębiającym się zacofaniu, z drugiej zaś strony obok zewnętrznego
drenażu mózgów pojawiło się zjawisko drenażu wewnętrznego. Polega on na
odpływie najzdolniejszych młodych ludzi z wyższych uczelni do bardziej
intratnych miejsc pracy. Na skutek tego powstanie tzw. luka pokoleniowa,
zjawisko dla uczelni bardzo groźne.[2]
W normalnych warunkach uczelnia opiera się na trzech pokoleniach naukowców:
asystenci, adiunkci, profesorowie. W momencie gdy zabraknie młodszego pokolenia
(asystenci, adiunkci) dojdzie do sytuacji, że profesorowie odejdą na emeryturę
i nie będzie miał ich kto zastąpić, nie będzie miał kto uczyć i kto prowadzić
badania naukowe.
Takiej polityki w stosunku
do nauki polskiej nie można nazwać ani europejską, bo średnia europejska wynosi
ponad 2%, ani polską, bo w naszej tradycji nauka cieszyła się zawsze wielkim
szacunkiem, jest to natomiast polityka zbrodnicza.
Młodzież bez wychowania i głębszych ambicji, naród pozbawiony własnych
elit, państwo bez zaplecza rodzimej myśli humanistycznej i technicznej – to już
nie będzie bezpieczna i niepodległa Rzeczpospolita, to będzie, mówiąc językiem
dobrze nam znanym z okresu zaborów – „Hinterland” (kraina na zapleczu). Tak
traktowali wówczas Galicję Austriacy, jako źródło surowca, taniej siły roboczej
i przymusowy rynek zbytu.[3]
Dziś Polska ma być „Hinterlandem” Europy Zachodniej. Jak w takich warunkach
można mówić o bezpieczeństwie państwa? Kto i kiedy za to odpowie?
[1] “Przegląd narodowej polityki naukowej i technicznej. Polska”, OECD 1996, KBN 1997, s. 21.
[2] “Biała księga. Polska – Unia Europejska. Nauka i Technologia”, Warszawa 1996, s.16.
[3] F. Koneczny, “Warunki pracy kulturalnej w Polsce porozbiorowej”, w: Polska w kulturze powszechnej”, Kraków 1918, t.1, s.405.
Stowarzyszenie Rodzina Polska www.rodzinapolska.pl