Powrót     Strona Główna Rodziny 
			Polskiej
Zastraszyć Szkołę

Prof. dr hab. Piotr Jaroszyński

Zastraszyć Szkołę

 

Wywiad nowej minister nauki i szkolnictwa wyższego Barbary Kudryckiej zamieszczony w gazecie Rzeczpospolita (26.11.2007), miejscami pobudza do refleksji, miejscami budzi zdziwienie, a czasem, niestety, przerażenie. Zacznijmy od tego ostatniego. Na pytanie dziennikarki: „A jakie będą pani relacje z toruńską uczelnią o. Tadeusza Rydzyka”, minister Kudrycka odpowiada: „Funkcją organów państwa takich jak resort szkolnictwa wyższego jest przede wszystkim działalność kontrolna i wykorzystam ją, by sprawdzić, czy szkoła ta nie narusza prawa.”

Wypowiedź ta zawiera więcej niż to, co na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać. Przede wszystkim zawarta jest w niej ukryta sugestia, że Wyższa Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej z Torunia działa bezprawnie, a co najmniej łamie prawo. Sugestia ta posiada bardzo silny ładunek medialny, obliczony na masowego odbiorcę, który wytłumaczy to sobie w ten sposób: na pewno coś tam w Toruniu jest nie tak, skoro nowy minister rozpoczyna swoje urzędowanie od tego, że będzie kontrolował szkołę Ojca Rydzyka. Nie pada żaden konkretny zarzut, ale jest tworzona odpowiednia atmosfera, jest to atmosfera podejrzliwości, a nawet niechęci.

Gdy minister powiada, że wykorzysta swoje urzędowe uprawnienia i skontroluje szkołę, to albo jest to banał, bo skoro ma uprawnienia, to może kontrolować wszystkie szkoły, albo właśnie chce szczególnie skupić się na tej, a nie innej szkole. Po co? By stwierdzić, że nie jest naruszane prawo. To znowu banał. Należy wszędzie piętnować naruszenie prawa, nie tylko w szkołach, ale w całym życiu publicznym, a jeśli w szkołach, to nie tylko w szkole toruńskiej. Dlatego zasadne jest pytanie: po co minister Kudrycka w ten sposób się wypowiada? Czy chce się włączyć do nagonki medialnej, jaka od wielu lat toczy się przeciwko Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej z Torunia? Jeśli tak, to rozpoczyna wojnę z profesorami, ze studentami, z rodzicami, z osobami wspierającymi szkołę w kraju i za granicą, a wreszcie z zakonem Ojców Redemptorystów, bez których zaangażowania szkoły tej by nie było. Minister Kudrycka swoją nieprzemyślaną wypowiedzią podważa kompetencje kadry akademickiej, otwartość studentów i zaufanie rodziców. Bo Wyższa Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej, to wielkie przedsięwzięcie, w które zaangażowane są tysiące ludzi, a którzy dokładnie przemyśleli, dlaczego chcą, aby ta szkoła istniała i rozwijała się, i to w takim tempie, jaki wśród ludzi nieuprzedzonych budzi podziw. To są nie tylko wielkie fundusze, ale przede wszystkim wielkie serca. Z tym igrać nie wolno, a podejrzeń o naruszanie prawa nie można rzucać na wiatr.

O ile ta część wypowiedzi minister Kudryckiej budzi bardzo poważne zastrzeżenia, to zdziwienie rodzą inne fragmenty wywiadu. Pani minister jest z wykształcenia prawnikiem, specjalizuje się w prawie administracyjnym i administracji publicznej. Jest to niewątpliwie ważna dziedzina życia społecznego. Z drugiej jednak strony powstaje pytanie, na jakiej aksjologii ma opierać się rozwój nauki? Jakie wartości określą jej sens i cel? Jeżeli tylko handel i gospodarka, to będzie to wyjątkowe zubożenie kultury naukowej. Pani minister mówi wprawdzie, że niektóre dziedziny nauki, które na siebie nie zarobią, jak np. muzykologia, trzeba będzie dofinansowywać z budżetu państwa, ale dlaczego akurat muzykologia, przecież paleta nauk humanistycznych jest znacznie większa i one też na siebie nie zarobią, w całości lub w części, jak np. filozofia, filologia klasyczna, filologia polska czy historia. Widać po wypowiedzi minister Kudryckiej, że dziedziny te – podstawa kultury – potraktowane zostaną po macoszemu.

Rodzą się obawy, że jest to wizja nauki technokratyczno-kupiecka, bezduszna i płaska, tak jakby nowa minister nauki nie ogarniała w pełni całej kultury naukowej i jej roli w życiu społecznym narodu, który ma ponad 1000 lat i mimo wielkich zniszczeń z okresu rozbiorów, wojen i komunizmu, zachował wyższe aspiracje cywilizacyjne, nie tylko w wymiarze ekonomicznym czy gospodarczym.

Pod rozwagę wziąć też należy jeszcze inny fragment wypowiedzi minister nauki i szkolnictwa wyższego. Oto czytamy, że zostanie przeprowadzona dokładna analiza „kierunków studiów. Ich waga dla rozwoju kraju i jakość kształcenia decydowałyby o stopniu dofinansowania przez rząd. Można więc wyobrazić sobie dobre kierunki z dziedziny nauk podstawowych, które będą miały zapewniony strumień finansowania z budżetu. Można wyobrazić sobie również sytuację odwrotną, że z kolei słabe kierunki studiów nie przetrwają.” Pojawiają się tu magiczne wyrażenia takie jak „jakość”, „waga dla rozwoju kraju”, „słabe kierunki studiów”. I żadnych konkretów. Bo co to znaczy jakość? Co to znaczy rozwój kraju? Co to znaczy słaby kierunek studiów? Czy słaby dlatego, że ma mało studentów, a silny wówczas, gdy jest oblegany? A rozwój kraju, czy to jest tylko rozwój techniczny? A jakość kształcenia? Czy dotyczy tylko nauk mających zastosowanie w przemyśle? To są pytania podstawowe, na które odpowiedź musi być precyzyjna.

Miejmy nadzieję, że ten niefortunny wywiad minister nauki i szkolnictwa wyższego Barbary Kudryckiej wstrząśnie nie tylko środowiskiem akademickim, a Pani minister nie będzie zastraszać profesorów i studentów Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej. Bo nie taka jest rola ministra, który zamiast szukać kruczków prawnych, by szkodzić, powinien najpierw z szacunkiem odnieść się do środowiska akademickiego, doceniając pracę na polu edukacji, nauki i wychowania. Bo z tego nasza uczelnia toruńska może być dumna.


Powrót
|  Aktualności  |  Prawo do życia  |  Prawda historyczna  |  Nowy wymiar heroizmu  |  Kultura  | 
|  Oświadczenia  |  Zaproszenia  |  Głos Polonii  |  Fakty o UE  |  Antypolonizm  |  Globalizm  | 
|  Temat Miesiąca  |  Poznaj Prawdę  |  Bezrobocie  |  Listy  |  Program Rodziny Polskiej  | 
|  Wybory  |  Samorządy  |  Polecamy  | 
|  Przyroda polska  |  Humor  | 
|  Religia  |  Jan Paweł II  | 
do góry