Powrót     Strona Główna Rodziny 
			Polskiej
Sąd idzie

Prof. dr hab. Piotr Jaroszyński

Sąd idzie!

 

Proszę wstać. Sąd idzie! To zawołanie ma podkreślić znaczenie sprawiedliwości w życiu publicznym. Współcześnie kanonem demokracji jest niezależność najważniejszych pionów funkcjonowania państwa, na które składają się: władza ustawodawcza, wykonawcza i sądownicza. Sąd powinien być więc niezależny zarówno od rządu jak i od parlamentu. W ponurym okresie PRL-u ten trójpodział władzy był fikcyjny, była jedna władza: PZPR. Partia nie tylko kontrolowała sądy, ale również prawnicy byli kształceni wedle jej wytycznych i wedle jej programów, bo przecież Partia była też właścicielem szkół wyższych, w tym kierunku zwanego prawem. Na tym kierunku i w tamtych realiach kształciło się i pracowało wielu zatrudnionych po dziś dzień prawników.

Prawo oraz instytucje, które o prawie stanowią lub o nim orzekają, stanowią rdzeń bytu państwowego. Bez prawa nie ma państwa, niezależnie od tego, czy jest to państwo dobre czy złe. Niemcy hitlerowskie, Związek Sowiecki, Włochy Mussoliniego – to były państwa prawa. Aż do bólu, aż do łagrów, aż do śmierci. Dlatego zbyt tryumfalne  odwoływanie się dziś do wyrażenia „państwo prawa” brzmi niemądrze. Raczej zalecana by była większa powściągliwość. Dotyczy to również Polski. Ponieważ nie nastąpiła radykalna dekomunizacja, to budowanie demokracji opartej na autentycznej niezależności trzech sektorów władzy jeszcze trochę potrwa. Środowiska urobione przez komunizm nie dają się zbyt łatwo wyprostować. Czarna karta PRL-owskich sądów to nie tylko lata 50.

Pamiętam, jak bodaj w roku 1976 w Lublinie miała miejsce przedziwna rozprawa: młody człowiek był sądzony za to, że szkalował ustrój PRL-u w... listach prywatnych do żony. Tak. Naprawdę. Pisał listy, które przechwytywała bezpieka, i to była podstawa oskarżenia. Na tym procesie jako studenci stawiliśmy się tłumnie. A gdy sędzia odczytał wyrok, był to wyrok skazujący (!), wówczas wstaliśmy wszyscy i zaczęliśmy śpiewać hymn Jeszcze Polska nie zginęła. I wtedy nastąpiło coś dziwnego, tragikomedia. Wysoki Sąd również wstał, bo usłyszał hymn, ale po chwili zreflektował się, że przecież jest to hymn protestu, więc usiadł. Dla młodego pokolenia było to ważne doświadczenie, choć na pewno nieporównywalne z latami stalinowskimi, gdy w togach zasiadali sądowi mordercy. Potem był stan wojenny, kolejne sądy, kolejni sędziowie, prokuratorzy... Na odbudowanie niezależnego sądownictwa potrzebujemy jeszcze wiele czasu.

Dlatego, przyznam się, gdy dziś słyszę, że sąd wydaje wyrok i powołuje się na majestat Rzeczypospolitej, to czuję pewien niesmak. Ile jest tych Rzeczypospolitych, skoro jedna instancja wydaje wyrok skazujący, a druga przeciwny? Dlaczego w ogóle przywoływać tu Najjaśniejszą Rzeczpospolitą, gdy sprawa jest w rękach ludzkich, nie zawsze wiarygodnych, nie zawsze sprawiedliwych?

Prawo sięga najgłębszych relacji społecznych, których podmiotem jest człowiek. Nie władza, nie ustrój, nie ideologia, ale człowiek. Trzeba wiedzieć, kim jest człowiek, zarówno wtedy, gdy się go operuje, jak i wówczas gdy się go osądza. Poznanie człowieka jako osoby nie dokonuje się ani w ramach nauk medycznych, ani prawniczych. A jednak w czasach PRL-u wyprowadzono medycynę z uniwersytetów, by człowieka traktować czysto biologicznie, natomiast na prawie zlikwidowano filozofię prawa, a jej miejsce zajął przedmiot państwo i prawo. Jaka różnica? Fundamentalna. W pierwszym wypadku jest szansa na to, że student dowie się coś na temat tego, kim jest człowiek, jakie były koncepcje człowieka i dlaczego człowiekowi przysługują prawa, choćby z tego tytułu, że jest człowiekiem. W drugim wypadku człowiek jest tylko częścią państwa, a prawo jest tylko narzędziem panujących, środkiem, który pozwala władzy rządzić ludźmi. To wielka różnica, czy mówimy o filozofii prawa czy o państwie i prawie. Co więcej, na uniwersytetach miejsce filozofii zajął marksizm, więc można sobie wyobrazić, czym umeblowane są głowy wielu po dziś dzień pracujących prawników, jaką ideologią, jakim rozumieniem prawa. Czy dziś wróciła filozofia prawa? Ile miejsca poświęca się prawu rzymskiemu, bez którego nie ma prawa zachodniego!

W wydarzeniu, które miało miejsce 30 lat temu w Lublinie, zajaśniała jedna postać. Był to mecenas Władysław Siła Nowicki. Bronił oskarżonego. Pamiętam, jak doskonałym był mówcą, jak wyraźnie wypowiadał słowa, jak świetnie operował intonacją, jak piękna była melodia zdań. Kto zetknął się z rzymską kulturą prawniczą, wie, że tak musi przemawiać prawnik. Sędzia i prokurator coś mamrotali, trudno było zrozumieć i trudno spamiętać. Niech więc odejdą w niepamięć. Tylko co jest dzisiaj? Jak dziś wypowiadają się przedstawiciele prawa? Otarłem się niedawno o sąd i byłem przerażony.

Z tego wszystkiego pozostała mi jedna myśl: by w tym przejściowym okresie, nim wróci prawdziwa kultura prawa, przynajmniej nie kalano imienia Rzeczypospolitej.

 

Prof. dr hab. Piotr Jaroszyński

 


Powrót
|  Aktualności  |  Prawo do życia  |  Prawda historyczna  |  Nowy wymiar heroizmu  |  Kultura  | 
|  Oświadczenia  |  Zaproszenia  |  Głos Polonii  |  Fakty o UE  |  Antypolonizm  |  Globalizm  | 
|  Temat Miesiąca  |  Poznaj Prawdę  |  Bezrobocie  |  Listy  |  Program Rodziny Polskiej  | 
|  Wybory  |  Samorządy  |  Polecamy  | 
|  Przyroda polska  |  Humor  | 
|  Religia  |  Jan Paweł II  | 
do góry