Powrót     Strona Główna Rodziny 
			Polskiej
Przedwiośnie w Barcelonie

Prof. dr hab. Piotr Jaroszyński

Przedwiośnie w Barcelonie

 

Każde miejsce, które ma za sobą długą historię, wytwarza niepowtarzalną atmosferę. Takim miejscem jest Barcelona, położona nad Morzem Śródziemnym, tam gdzie zderzał się Orient (po opanowaniu Półwyspu Iberyjskiego przez Arabów) z Zachodem i gdzie stopniowo wykluwała się kultura europejska. Barcelona najpierw była w posiadaniu Fenicjan, potem Rzymian. Można znaleźć sporo śladów po Rzymianach, które niejako przytwierdzają miasto do stałej cywilizacji. Kolumna rzymska, droga rzymska, grobowiec rzymski są symbolem przeciwieństwa wszelkim postaciom nomadyzmu, tego co przejściowe, nieprzemyślane, tymczasowe, co charakteryzowało prymitywnego Nomada, który rozstawiał namiot byle jak (bo po co się trudzić, jeśli jutro trzeba wyruszyć w dalszą drogę), aż po współczesne blokowiska, równie byle jakie i równie beznadziejne. Gdy więc wśród choćby skrawka ruin dostrzeżemy ślady starożytnego Rzymu, widzimy myśl obliczoną na trwanie. Skraca się czas, dwa tysiące lat minęły jak jeden dzień.

W Barcelonie są też kościoły gotyckie i stare miasto, którego niektóre uliczki są nawet węższe niż w Rzymie. Jest wreszcie słynna La Rambla, promenada, która prowadzi nad morze do portu, który wypełniają setki białych jachtów. Nad całością góruje pomnik Krzysztofa Kolumba, symbol wielkości Hiszpanii, jej dawnej potęgi na morzu i lądzie.

Przełom marca i kwietnia to przedwiośnie. Szczyty pobliskich gór pokryte są śniegiem, ale tu w dole królują wiecznie zielone palmy i niezliczone platany, które dopiero zaczynają wypuszczać liście. W południe jest nie tylko ciepło, ale wręcz gorąco, zupełnie jak u nas latem. Nic dziwnego, że z kolei lato w Barcelonie jest nie do wytrzymania, ukrop i duchota. Takie to są te „ciepłe kraje”, które ściągają turystów na lep ładnych widoczków, pocztówek, folderów, ale nie oddają tego, co później może być nie do zniesienia: upał. Ale teraz budzi się wiosna i jest bardzo przyjemnie.

Hiszpanie nie tylko dużo mówią, ale głośno mówią. Są bardziej gadatliwi od Włochów. Pasaże aż huczą od rozmów, przechodnie zwracają się do siebie pełnym głosem, krzyczą do telefonów komórkowych, zupełnie jak u nas na dziedzińcu szkolnym.

Ale jest też życie, którego na pierwszy rzut oka nie widać, a które ukazuje swą bardziej bolesną stronę: kryzys polityczny i kryzys religijny. Hiszpanią rządzą socjaliści, a przecież Hiszpania to kraj katolicki. Jak to możliwe? To prawda, w Hiszpanii katolicyzm jest ciągle mocny, istnieje wiele szkół katolickich, w tym uniwersytety. Nie można narzekać na brak inteligencji katolickiej. Kongresy organizowane od kilku lat w Madrycie, a ostatnio również w Barcelonie pod hasłem Katolicy a życie publiczne pokazują, że katolicy nie stanowią jakiegoś Ciemnogrodu, przeciwnie, to ludzie zasobni i dobrze wykształceni, i jest ich niemało. Ale za mało, aby mieć wystarczający wpływ na politykę. Czego więc katolikom hiszpańskim brakuje? Brakuje im mediów z prawdziwego zdarzenia. Główne media są pod kontrolą socjalistów i liberałów, to te media decydują o tym, jak przeciętny Hiszpan postrzega rzeczywistość, jak ma ją oceniać i na kogo głosować. Media katolickie są albo zmarginalizowane albo pozostają pod wpływem liberałów, a zakres poruszanych tematów musi ograniczać się do sfery religijnej. Jakie to proste Skąd my to znamy?

Socjotechnika telewizyjnych przekazów podobna jest do telewizji publicznej w naszym kraju: gdy pokazują socjalistów, to w euforii i na tle wiwatujących tłumów, od niemowlaka po starca, gdy natomiast pokażą łaskawie opozycję, to jako środowisko nieliczne, przygaszone, niepewne siebie, posługujące się językiem trudno zrozumiałem albo wręcz bełkotliwym, głównie z uwagi na uciętą sekwencję. Czy można wobec tego się dziwić, że nasi rodzimi socjaliści i liberałowie tak bardzo nienawidzą Radia Maryja? Wszędzie sobie poradzili z katolikami, tylko w Polsce nie dają rady. Ale będą ciągle próbować, chwytając się najrozmaitszych sposobów.

Drugim zagrożeniem katolicyzmu w Hiszpanii jest sekularyzm. Dla nas to słowo brzmi ciągle abstrakcyjnie, bo rozumiemy, że są ludzie niewierzący albo nawet walczący z Kościołem, ale kto chce, może chodzić i chodzi do kościoła. Życie religijne wpisane jest w naszą obyczajowość. Tymczasem Hiszpania cierpi na brak powołań. Oznacza to, że, zwłaszcza na prowincji, choć są kościoły, to nie ma w nich księży. A więc ani w dzień powszedni, ani w niedziele nie są odprawiane Msze św. Ludzie zaczynają żyć tak, jakby Boga nie było. I to jest właśnie sekularyzm, to jest laicyzacja, wobec której Kościół jest bezsilny.

Jakim więc skarbem dla Kościoła jest Polska, która obfituje w tyle powołań, że duchownych nie tylko u nas nie brakuje, ale możemy nimi obdzielać inne narody. W dzisiejszej sytuacji, w jakiej znalazł się świat zachodni, jest to chyba jakiś cud.

W Barcelonie bardzo cenią Polaków, a to przyjemne uczucie być docenionym. Juan Pablo II wynoszony jest wręcz na piedestał. Mamy więc powody do dumy i zdrowej radości. Tam warto szukać prawdziwych przyjaciół.

 

Prof. dr hab. Piotr Jaroszyński


Powrót
|  Aktualności  |  Prawo do życia  |  Prawda historyczna  |  Nowy wymiar heroizmu  |  Kultura  | 
|  Oświadczenia  |  Zaproszenia  |  Głos Polonii  |  Fakty o UE  |  Antypolonizm  |  Globalizm  | 
|  Temat Miesiąca  |  Poznaj Prawdę  |  Bezrobocie  |  Listy  |  Program Rodziny Polskiej  | 
|  Wybory  |  Samorządy  |  Polecamy  | 
|  Przyroda polska  |  Humor  | 
|  Religia  |  Jan Paweł II  | 
do góry