Powrót     Strona Główna Rodziny 
			Polskiej
Do działu Aktualności i Temat miesiąca

O Kościele w Polsce i w Europie

Uszanować tradycję

i otworzyć się na przyszłość

 

Z abp. Józefem Michalikiem – nowym przewodniczącym Konferencji Episkopatu Polski – rozmawia ks. inf. Ireneusz Skubiś

 

Ks. Ireneusz Skubiś: – Ksiądz Arcybiskup został przewodniczącym Konferencji Episkopatu Polski po ponad 23-letnim piastowaniu tego urzędu przez Księdza Prymasa Józefa Glempa. Ekscelencja jest także następcą wielkiego Prymasa Polski – sługi Bożego Stefana Kardynała Wyszyńskiego. W jakiś sposób nawiązał Ksiądz Arcybiskup do słów testamentu kard. Wyszyńskiego, odpowiadając na pytania dziennikarzy po swoim wyborze na to stanowisko, że historia będzie wyznaczać program pracy Kościoła w Polsce. Chciałbym zapytać o znaczenie tych słów.

 

Abp Józef Michalik: – Słynne zdanie ciężko chorego Prymasa Tysiąclecia, wypowiedziane słabnącym głosem do Rady Stałej, było wyrazem jego zaufania Bożej Opatrzności. Sądzę, że zamknięty jest tu jakiś wątek jego wielkości. Ksiądz Prymas, świadom swoich wielkich zasług, usuwa się niejako w cień, pozostawiając los Kościoła Bogu, który się nim zaopiekuje, posyłając odpowiednich ludzi.

Chrześcijanin nie powinien zapominać o Panu Bogu i myślę, że to pierwsze wielkie przesłanie ważne jest i dziś. Skuteczność Kościoła, jego pracy i posługi nie polega na tym, że będziemy mieli wybitnych organizatorów życia społecznego czy tych, którzy będą czynili wielkie odkrycia, ale na tym, że będziemy liczyć się z Bogiem, nie wykluczymy Go z życia naszej społeczności. Tylko wtedy jest nadzieja, że wielkie inicjatywy, odkrycia nie obrócą się przeciw człowiekowi.

 

Tu jawi się potrzeba ducha prorockiego, który będzie napominał. Ale nie tylko napominał innych. Sami siebie musimy wciąż napominać i starać się dochowywać wierności Prawu Bożemu.

W ten sposób pojawia się też kolejny fundament każdej posługi w Kościele – miłość do drugiego człowieka, więcej – miłość do nieprzyjaciół.

 

– Czy w obliczu naszego wejścia w struktury Europy nastąpi jakaś mobilizacja Kościoła, mająca na celu manifestację naszych postaw, skierowanych przeciw jej bezkrytycznym entuzjastom?

 

– Polska już w Europie jest. W maju br. nastąpi tylko uroczysta proklamacja tego faktu i to właściwie nic nie zmieni. Nie mamy potencjału materialnego. Ale to nie Europa nas rozbiła, zubożyła, rozgrabiła. Powinniśmy to sobie jasno powiedzieć i skierować cały nasz impet nie w Europę, ale w autorefleksję, stwierdzić, czym i w których miejscach sobie zaszkodziliśmy, aby następnie na poważnie uruchomić działanie. Ktoś naprowadza nas na jałowy tok myślenia – „złapmy złodzieja, który rzekomo nas okradł”. Nie, to my sami od wielu lat się okradamy. To oczywiste, że Europa nie uwolni nas z trudności gospodarczych, społecznych; my sami próbujmy to zauważyć i rozpocząć konkretne działania.

 

– Jak Kościół uzasadnia swoją opcję przystąpienia Polski do Unii Europejskiej, do czego nawoływał przecież także Jan Paweł II, który na pewno ani przez chwilę nie dopuścił się zdrady swojej Ojczyzny. Jednak kryzys gospodarczy, jaki przeżywamy, bałagan i rozchwianie ideowe nie wróżą, że w Unii będziemy mieć wiele do powiedzenia.

 

– Sądzę, że trzeba pochylić się nad tekstami, w których Ojciec Święty zabierał głos na temat Unii, szczególnie nad majowym tekstem z Placu św. Piotra. Papież patrzy na cały świat, nie tylko na nasze polskie podwórko. Widzi też – o czym mówił kilka lat temu we Włocławku – że czy chcemy, czy nie – jesteśmy Europejczykami. To jest nasza wartość i musimy sobie z tego zdać sprawę. Wchodząc do nowych struktur Europy, powinniśmy ciągle poprawiać tę jakość bycia Europejczykami.

Kraje, które wyłączyły się z tego, zda się, nieuniknionego procesu globalizacji, dzisiaj cierpią największy głód. Wyizolowane, stały się pastwą bogaczy, krajami, które nie mają prawa głosu w nowych społecznościach, bo ktoś decyduje za nich. Proszę spojrzeć na wiele państw Ameryki Łacińskiej czy Azji. To dobitny obraz, potwierdzający, że dzisiaj nie da się żyć poza światowym systemem bankowym, osiągnięciami medycyny, poza strukturami zabiegającymi o prawa człowieka, poza nowymi technologiami. Trzeba z nich korzystać. Jednak by korzystać, trzeba w tych systemach być. Trzeba być w strukturze europejskiej, żeby móc o kraju decydować.

Warto też zauważyć, że nie chodzi tu tylko o pasywne bycie w strukturach Unii. Chodzi o obecność twórczą, na miarę naszego bogatego dziedzictwa historycznego. I to jest chyba główne przesłanie Jana Pawła II.

Jak ta nasza obecność będzie wyglądać, okaże się już niebawem – zobaczymy, kogo wybierzemy do Parlamentu Europejskiego. Potrudźmy się więc, aby znaleźć ludzi odpowiedzialnych, uczciwych, twórczych. Nie wierzę w determinizm układu. Jest nas przecież tyle milionów. Jakiś głos mamy. Nie jest odkryciem czasów obecnych, że bogaci łączą się z bogatymi przeciw słabszym. Trzeba tak mądrze współuczestniczyć w tym odwiecznym dramacie, by z głosem słabszych materialnie czy kulturowo również się liczono.

Ojciec Święty widział także potrzebę przywołania w Europie wartości, z których on sam wyszedł, i które reprezentuje. Odwaga wiary, przywiązanie do Kościoła to wielkie bogactwo, które możemy dać Europie, bo przecież widzimy, że niejednokrotnie eliminuje ona Boga z życia i prawodawstwa, słabnie pod względem wiary. Myślę więc, że Ojciec Święty liczy, że podejmiemy zadanie leczenia takich wielkich chorób, jak relatywizm moralny, niszczenie wartości religijnych i humanitarnych. Trzeba bowiem zauważyć, że filantropijne akcje nie rozwijają duchowo, ale tylko uczciwa, oparta na Bożych przykazaniach – w tym szczególnie na przykazaniu miłości bliźniego – permanentna troska o pełny wymiar człowieka, nawet tego najbiedniejszego, daje światu rozwój ducha.

 

– Biskupi polscy obdarzyli Ekscelencję ogromnym zaufaniem. W jaki sposób Ksiądz Arcybiskup będzie chciał sprostać temu historycznemu wyzwaniu, wskazując biskupom polskim konkretne kierunki dotyczące duszpasterstwa, spraw związanych z moralnością, kulturą i wychowaniem?

 

– Pytanie – rzeka. Ale postaram się przynajmniej do niektórych jego aspektów ustosunkować.

Duszpasterstwo jest najbardziej żywotnym nurtem Kościoła. Jest to przełożenie całego bogactwa wiary na działalność będącą wyrazem zatroskania o zbawienie ludzi. Pragnę odwołać się do starej metodologii pastoralnej, mówiącej, że zanim cokolwiek będzie się reformować, trzeba nauczyć się chodzić drogami, którymi chodzili poprzednicy. Podstawową zasadą jest więc uszanować tradycję i to wszystko, co jest dobre. Mądry biskup, kiedy przychodzi do nowej diecezji, obserwuje, co się w niej dokonało, jak pracował jego poprzednik. Wie, że jeśli i on tę rolę będzie dobrze uprawiał, chleba nie braknie. Jestem wychowany w rodzinie rolniczej, znam pracę rolnika, znam też pracę urzędnika. I tego się nauczyłem: trzeba uszanować przeszłość, docenić to, cośmy otrzymali. Owoce pracy ostatnich dziesiątków lat karmią nas wszystkich i trzeba tę pracę intensyfikować. Wtedy nie damy się znieść nowym prądom i nowym niebezpieczeństwom.

Przez ostatnie dziesięciolecia wiele robiły elity intelektualne, żeby oderwać Kościół od mas, nie kryły, że wstydzą się polskiego ludowego katolicyzmu i jego obrzędowości. Jestem szczęśliwy, że doczekałem chwili, kiedy jeden z najwybitniejszych polskich intelektualistów w dyskusji na temat Pasji powiedział: „Pozwólcie nam, maluczkim, patrzeć na Chrystusa cierpiącego za nas. Dajcie nam do tego prawo”. Myślę, że jest to człowiek godny szacunku. Owszem, trzeba pogłębiać katolicyzm ludowy, trzeba pogłębiać wiarę każdego z nas, ale nie można od niej odchodzić. Natomiast szukać trzeba tych, którzy są poza Kościołem, należy tworzyć elity formacji i dialogu. Niekoniecznie jednak biegać za głosicielami „nowinek” pastoralnych czy teologicznych. Trzeba obserwować, czy nowe formy się sprawdzają, a jeśli tak, to ostrożnie wprowadzać je w życie. Potrzebne jest jedno i drugie.

Z dużą odpowiedzialnością i bojaźnią przyjąłem to zaufanie biskupów polskich. Myślę, że moja rola powinna też polegać na ujawnianiu pracy wszystkich biskupów, nagłaśnianiu nowych prób duszpasterskich, proponowaniu Kościołowi takich działań pasterskich, które przyniosły dobre owoce lub budzą na takie nadzieje.

Pozostaje także możliwość kontaktu z innymi Episkopatami, przyglądania się ich pracy, bo to także jest wartość dla ubogacenia naszego Kościoła.

 

– Poza księżmi biskupami również polscy katolicy spoglądają na Księdza Arcybiskupa z nadzieją. Był Ksiądz Biskup zawsze wierny Bogu, Kościołowi i Ojczyźnie. Jak to się będzie przekładało na posługiwanie przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski?

 

– Myślę, że nie mogę być inny niż byłem, niż jestem. Według najlepszej woli będę się starał służyć swoim czasem, refleksją, rozeznaniem sytuacji, w której nam, wspólnie z każdym człowiekiem, wierzącym i niewierzącym, uczciwie pracującym i kochającym nasz naród i Ojczyznę, wypadło żyć. Będę próbował być otwarty na całą rzeczywistość Kościoła na naszej ziemi.

 

– Ksiądz Arcybiskup jest zaangażowany czynnie w duszpasterstwo przez media. Proszę powiedzieć, dlaczego katolickie pisma, choć zawierają tyle dobrych treści, znajdują wciąż zbyt małe zainteresowanie w społeczeństwie, które ulega presji mediów świeckich? Co robić, żeby ożywić czytelnictwo prasy i książki katolickiej?

 

– Jest to pytanie ważne dla mnie życiowo. Miałem przecież taki miły okres w swoim życiu, że związałem się z Niedzielą niejako od środka. Bardzo sobie ten czas cenię. Kiedyś, jeszcze w Gorzowie, pracowałem z Aspektami, uczestnicząc w powstaniu każdego numeru. Był to, co prawda miesięcznik, niemniej rodziła się tam wspólnota ludzi, pojawiały się problemy, które, rozważając – zgłębialiśmy.

Prasa odgrywa niebagatelną rolę w formowaniu człowieka, karmieniu jego ducha. Czy wiara katolicka może rozwijać się bez pomocy intelektualistów, bez refleksji, bez elit katolickich? Czy można bez niej w sposób właściwy rozeznać się w rzeczywistości? Prasa pozwala nam dokładniej poznać miejsce, w którym jesteśmy, i kierunek, w którym podążamy. Podobnie jest z książką: ważne jest zagłębianie się w świat myśli i przeżyć innych ludzi.

Co robić, aby do książki i prasy katolickiej przybliżyć innych? Myślę, że promocja prasy to proces szukania nowych dróg do człowieka, budzenia głodu wiedzy. Tego trzeba się wciąż uczyć. Proszę zobaczyć, że upadają wielkie dzienniki i stacje telewizyjne, dysponujące potężnymi finansami. To nie jest łatwe, ale konieczne.

Jedną z prób odpowiedzi na pytanie o słaby poziom czytelnictwa może być stwierdzenie, że ludzie są zmęczeni. Pewnym wrogiem czytelnictwa jest niewątpliwie obraz telewizyjny, który nie wymaga takiego wysiłku intelektualnego, ale też z pewnością człowiek, który przy nim tkwi, nie rozsmakował się w słowie pisanym. Niebagatelną przeszkodą są też kolorowe, obrazkowe pisma.

To wszystko prawda. Istnieje jednak konieczność podejmowania wysiłków na rzecz promowania szeroko pojętej katolickiej literatury. Sądzę, że wielkim bogactwem zarówno Niedzieli, jak i Gościa Niedzielnego są redakcje diecezjalne. Może częstsze spotkania księży odpowiedzialnych za tzw. edycje stworzą jakąś płaszczyznę wymiany doświadczeń i zasugerują sposób odnajdywania dróg do Czytelnika...

Z mojej strony każda taka inicjatywa będzie przyjęta z radością, bo przecież za każdym nowym Czytelnikiem stoi nadzieja na pogłębienie wiary!

Księdzu Redaktorowi i całemu Zespołowi redakcyjnemu dziękuję za lata obecności w najbardziej żywotnych punktach życia Kościoła i za cały ewangelizacyjny trud.

 

– Dziękuję za rozmowę.

 

Z abp. Józefem Michalikiem rozmawiał ks. inf. Ireneusz Skubiś

 

 

Źródło: http://www.niedziela.pl/xml.php?wyd=nd&doc=nd200414.xml&nr=15


Powrót
|  Aktualności  |  Prawo do życia  |  Prawda historyczna  |  Nowy wymiar heroizmu  |  Kultura  | 
|  Oświadczenia  |  Zaproszenia  |  Głos Polonii  |  Fakty o UE  |  Antypolonizm  |  Globalizm  | 
|  Temat Miesiąca  |  Poznaj Prawdę  |  Bezrobocie  |  Listy  |  Program Rodziny Polskiej  | 
|  Wybory  |  Samorządy  |  Polecamy  | 
|  Przyroda polska  |  Humor  | 
|  Religia  |  Jan Paweł II  | 
do góry