Powrót     Strona Główna Rodziny 
			Polskiej
"Skrajny katolicyzm" polski

ks. prof. Czesław S. Bartnik

"Skrajny katolicyzm" polski?

 

Unijny komisarz do spraw rozszerzenia UE, Niemiec, ulubieniec naszych negocjatorów unijnych, Guenter Verheugen, który w zeszłym roku nazwał Polaków pijakami, przy milczeniu naszych władz, był łaskaw 25 marca br. udzielić Agencji Reutera wywiadu, w którym większość Polaków nazwał skrajnymi nacjonalistami, szowinistami, skrajnymi katolikami i populistami, i przypisał nam pędzenie w życiu i w naszej historii tylko za pieniądzem.

 

Komisarz Verheugen wyraża obawę władz UE, że Polacy mogą się wycofać z Unii, gdyż partie są bardzo skłócone, rozwala się rząd, narasta silna opozycja wobec UE, rodzi się klimat skrajnego nacjonalizmu i "skrajnego katolicyzmu", a wreszcie coraz więcej Polaków czuje się oszukanych przez wszystkich negocjatorów unijnych. A zatem rozwija się potężny ruch antyunijny. Stąd też pan Verheugen i inne unijne środowiska są coraz bardziej zaniepokojeni. Pośpiesznie nadano Papieżowi medal Karola Wielkiego, choć projekt konstytucji unijnej nadal "zapomina" o istnieniu religii, a szczególnie chrześcijaństwa. Pan Verheugen zaś sięga po inwektywy pod adresem patriotów polskich i katolików w Polsce, jak byśmy musieli do UE należeć.

 

"SKRAJNY  NACJONALIZM"

 

Opozycji w Polsce, a raczej większości Polaków, bo także niegłosującym w referendum akcesyjnym, zarzuca pan komisarz "nacjonalizm", istnienie "elementów nacjonalistycznych" i wreszcie "skrajny nacjonalizm". Ma zapewne na myśli to samo, co powiedział kanclerz Schroeder, a mianowicie "ducha buntu" Polaków. Czy to, że Polacy w większości nie chcą być kolonią niemiecką ani niewolnikami w Imperium Europaeum to nacjonalizm? A może nacjonalizmem jest obrona materialnej i duchowej egzystencji katolickiej wsi polskiej? Albo prośba ratowania całej okradzionej i rozbitej gospodarki polskiej? Tymczasem kiedy Niemcy chcą sobie podporządkować całą Europę gospodarczo i ideowo na swoją modłę i na swoją korzyść, to nie jest nacjonalizm, lecz "internacjonalizm". W takim rozumowaniu to i narodowy socjalizm Hitlera nie byłby nacjonalizmem. Zapewne szkoda, że nie byliśmy pojętnymi uczniami narodowego socjalizmu niemieckiego, który przecież był bardzo "internacjonalistyczny", grabił wszystkie państwa, nie bacząc na granice i równo uciskał wszystkie narody Europy, niektóre przy tym, takie ze "śmietnika historii", jak polski, żydowski, cygański i w ogóle słowiańskie, likwidował. A co ma znaczyć nasz "skrajny nacjonalizm"? Czyżby do skrajności miały być zaliczane: zachowanie tożsamości, żądanie równości praw narodowych, prawo do równych warunków Unii, obrona przed oszustami i drapieżnikami gospodarczymi, przed pseudobiznesmenami, niewkładanie głowy w obrożę wyzyskujących instytucji międzynarodowych? Pan Verheugen nie rozumie, że cała koncepcja obecnej Unii Europejskiej jest wypaczona i służy jedynie dwom narodom: Niemcom i Francji.

 

"SZOWINIZM"

 

"Szowiniści - mówił komisarz - podsycają w Polsce wrogość do UE". "Podsycają wrogość"? To znaczy, że ta wrogość istnieje, jest tylko podsycana. A jeśli owa "wrogość" jest, to z czego się bierze, jeśli UE jest rajem materialnym i duchowym? Widocznie coś nas ta Unia oszukuje albo jest rajem tylko dla niektórych "wybranych". Dlaczego UE domaga się od nas pełnej przyjaźni i miłości dozgonnej, jak niedawno Związek Sowiecki, który też nie poprzestawał na zagarnięciu Polski, lecz domagał się ponadto "wiecznej miłości"? Właśnie normalnych Polaków i katolików uważano za "wrogów" z istoty. Czy mamy zapałać miłością do ateizmu UE? Czyż nie jest to patologia taka sama jak w Związku Sowieckim?

 

A co by miał oznaczać nasz, rzekomy, szowinizm? Powieściowy Nicolas Chauvin z XIX wieku był wielbicielem cesarza Napoleona. A kogo my uwielbiamy za bardzo? Zapewne Papieża Polaka. Szowinistom brakuje tolerancji - zapewne nam zabrakło tolerancji dla hitleryzmu, który głosił inaugurację tysiącletniego imperium europejskiego. To drobiazg, że miało to być królestwo (Reich) tylko dla Niemców, i tylko dla ich niewolników; a jeszcze większy drobiazg, że niektóre narody, Polacy, Żydzi, w ogóle Słowianie, mieli być likwidowani. Tak! Niemcy to nie byli żadni szowiniści, oni mieli tolerować nasze cmentarze, choć popiołami chętnie użyźnialiby gleby. Byliśmy szowinistami, bo umieraliśmy za korytarz gdański. Opieraliśmy się Niemcom nawet, gdy inni radzili nam oddać ten korytarz w nadziei, że Hitlera to zadowoli i nie będzie wojny. A może jako szowiniści jesteśmy wpatrzeni tylko w siebie, a nienawidzimy innych? Tak! Nie poddaliśmy się ani pełnym kultury Niemcom, ani pełnym przyjaźni Sowietom. Cóż to za niewdzięczny i egoistyczny naród ta Polska! A może jesteśmy uprzywilejowani, bo chcemy współpracować i współdecydować o naszych i Europy losach? My, pijacy i barbarzyńcy! I to razem ze światłością narodów, państw i świata, z Niemcami, Francją, Anglią, Italią...? My? Ze wschodu?

 

"SKRAJNY KATOLICYZM"

 

"Czasami - lżył nas dalej pan gubernator Polski - to właśnie kombinacja skrajnego nacjonalizmu i skrajnego katolicyzmu określa klimat polityczny i debatę polityczną w Polsce". Skrajny katolicyzm "określa klimat", to znaczy, że przeważa w społeczeństwie. A co znaczy "skrajny katolicyzm"? Czyżby taki, który przestrzega objawienia i dogmatów, w odróżnieniu od sekt? A może taki, który wyraża się w miłości do Kościoła i słuchaniu Stolicy Apostolskiej, czego jest tak mało w Kościele niemieckim? A może skrajnym katolikiem jest polski Papież lub każda postać prawowiernego katolicyzmu, także w zachowywaniu Dekalogu jest skrajna? Zapewne nie będzie skrajny katolicyzm berliński, który sprzedaje świątynie, używane przez Polaków i innych Słowian, i oddaje je ateistom, nie chcąc ich sprzedać Polakom? Po wypowiedzi Verheugena rozumiemy, jaki jest trust mózgów, redagujących konstytucję europejską.

 

"POPULIZM"

 

"Opozycja jest podzielona, ale wśród opozycji mamy silne elementy... skrajnie populistyczne" - ciągnął pan komisarz. Terminem "populizm" szermują, choć przeważnie błędnie, i nasi wewnętrzni "władcy pierścienia", czując, że sami są wyobcowani z ogółu społeczeństwa. Co znaczy "populizm"? Po łacinie "populus" znaczy "lud" i "naród". W starożytnym Rzymie "populares" ("populiści") to było stronnictwo postępowe, dążące do reformy rolnej i odrodzenia gospodarstw rolnych. Ich opozycjonistami byli "optymaci", czyli arystokraci. Z wiekami znaczenie populizmu zmieniło się w sensie głoszenia haseł gospodarczych i politycznych, korzystnych dla ludu i większości obywateli. W konsekwencji również w Polsce populizm zarzuca się z zasady tym, którzy chcą zdobyć znaczenie przez działanie na rzecz dobra ogółu, a nie na rzecz jakiejś partii albo sfery oligarchicznej. A zatem ten, kto ma na względzie dobro ogółu społeczeństwa polskiego, opowiada się za ludem, wiejskim i robotniczym, a nie służy nomenklaturze ani zachodnim ideologiom neokapitalistycznym, bywa po prostu nazywany "populistą". Trzeba pamiętać o klującej się w UE ideologii, że ludźmi we właściwym znaczeniu są tylko bogaci, silni politycznie i ci, którym sprzyja los (nauka F. Nietzschego), inni są tylko "towarem" czy zgoła tylko plasteliną dla życia społecznego i gospodarczego. Nowa ideologia zachodnia już całkowicie zapomniała o nauce chrześcijańskiej, że wszyscy ludzie są sobie równi jako ludzie. Czy zatem populizm polskich polityków katolickich nie polega na tym, że troszczą się o cały kraj, o dobro ludu, o większość obywateli, zamiast realizować idee korzystne tylko dla bogaczy, masonów, Niemców, lobby żydowskiego? Pan Verheugen powiedział, że "skrajny katolicyzm określa klimat polityczny w Polsce", a więc dla niego nasza katolicka nauka społeczna i cały katolicyzm równa się populizmowi, czyli w rezultacie będzie to takie "zło", że będziemy się domagali od UE tolerowania Kościoła katolickiego w Polsce oraz zachowania całej etyki seksualnej i rodzinnej. Niestety, mało kto z naszych polityków i władców wie, że UE jest budowana na ścisłej ideologii ateistycznej i antykatolickiej. Pan Verheugen niebacznie zdradza trochę tych poglądów, bo nas uważa za idiotów.

 

"ROLNICY POLSCY WIDZĄ TYLKO PIENIĄDZE"

 

"Sytuacja w Polsce - zdaniem nauczyciela Polski - szybko się zmieni po akcesji. Wkrótce po akcesji będzie tam można zobaczyć rzeczywiste widzialne korzyści z członkostwa, szczególnie na terenach wiejskich. Po raz pierwszy na terenach wiejskich ludzie zobaczą pieniądze, prawdziwe osobiste dochody i mnóstwo pieniędzy na wiejski rozwój". W wypowiedzi tej są dwie sprawy:

 

1. Pan komisarz jest łaskaw dalej nas oszukiwać, że nasza umowa akcesyjna z Kopenhagi jest doskonała dla Polski, że rolnictwo otrzyma takie same dopłaty, jak w UE na Zachodzie, i nie wspomina, że polski rząd będzie musiał uprzednio włożyć wielkie pieniądze, których nie zaplanował i nie ma. Takie aroganckie wmawianie nam korzyści ekonomicznych wbrew wszelkiej logice, przy jednoczesnym ukrywaniu brutalnej i antychrześcijańskiej inwazji ideologicznej, jest szczególnie irytujące. Zachód cynicznie wykorzystuje słabość naszej sytuacji, naszych polityków i brak orientacji Kościoła w sprawach społeczno-politycznych i wciąga nas do UE różnymi naciskami i podstępami. W aspekcie ekonomicznym nie mówi się przede wszystkim, ile tracimy finansowo przez ograniczanie i limitowanie całej naszej gospodarki ze względu na Unię.

 

2. W wypowiedzi pana Verheugena występuje też drugi wątek, a mianowicie, że Polacy, zwłaszcza chłopi polscy, nie kierują się żadną ideą europejską, niczym jest dla nich wolność, godność, altruizm, wiara w Boga, a kierują się jedynie blaskiem euro. Gdy im błyśnie euro z Europy, to przylecą do niego jak ćmy do świecy, tak będzie gdy "na terenach wiejskich zobaczą pieniądze na wiejski rozwój". Ciekawe, że ten argument "pieniądza" występuje ciągle u wszystkich polityków i komisarzy zachodnich w stosunku do Polski. Czy to oznacza, że mają nas wszystkich za barbarzyńców, prymitywy i półludzi, czy też tak nisko upadła ich kultura, że niczego poza pieniądzem nie są zdolni zobaczyć?

 

Takie wystąpienie, jak komisarza Verheugena, zresztą bynajmniej nie pierwsze, boli nas bardzo. Człowiek oczy przeciera: czyżby tak prymitywna była dzisiejsza kultura Zachodu? Jak mogą tacy ludzie pretendować do tworzenia Nowej Europy? Ale to jeszcze jest do przeżycia. Przeważnie politycy nie mają większego wykształcenia. Jest jakieś takie dziwne prawo. Legitymują się oni przeważnie tylko wybitnym sprytem. Natomiast prawdziwa boleść nasza pochodzi stąd, że od lat nasze rządy i nasi politycy nie reagują na upadlanie nas w polityce międzynarodowej. Zachowują się tak, jakby byli w większości trzymani na smyczy i w kagańcu przez jakieś obce siły. Uwikłania finansowo-polityczne, nędzne lizusostwo czy strach? Trzeba więc wezwać rząd, by zażądał od komisarza Verheugena publicznych przeprosin i podania się do dymisji. Jeśli do tego nie dojdzie, należy wezwać społeczeństwo polskie do odwołania wyników zeszłorocznego referendum akcesyjnego.

Niech nikt nas nie próbuje na nowo podbijać w niewolę i niech nikt nie pomiata nami na skalę narodową, bo to wcześniej czy później doprowadzić może do tragedii: kto sieje wiatr, zbiera burzę.

ks. prof. Czesław S. Bartnik

 

Nasz Dziennik, 3-4 kwietnia 2004, Nr 80 (1879)

 


Powrót
|  Aktualności  |  Prawo do życia  |  Prawda historyczna  |  Nowy wymiar heroizmu  |  Kultura  | 
|  Oświadczenia  |  Zaproszenia  |  Głos Polonii  |  Fakty o UE  |  Antypolonizm  |  Globalizm  | 
|  Temat Miesiąca  |  Poznaj Prawdę  |  Bezrobocie  |  Listy  |  Program Rodziny Polskiej  | 
|  Wybory  |  Samorządy  |  Polecamy  | 
|  Przyroda polska  |  Humor  | 
|  Religia  |  Jan Paweł II  | 
do góry