Powrót     Strona Główna Rodziny 
			Polskiej
Nie milkną głosy oburzenia na zbrodniczy projekt ustawy zaprezentowany kilka tygodni temu przez byłą senator SLD Marię Szyszkowską

Wandea - pierwsze ludobójstwo w Europie

 

 

Wandea, kraina położona w zachodniej Francji, od północy graniczy z Loarą, od zachodu z Oceanem Atlantyckim. Przed rewolucją to jeden z najbogatszych regionów dzięki dobrze rozwiniętemu rolnictwu - uprawie pszenicy i hodowli. Wandejczycy byli szczerze przywiązani do religii katolickiej. Już w XVI i XVII wieku zasłynęli nieugiętą walecznością podczas wojen religijnych z protestantami. To z Wandei pochodził św. Ludwik Maria Grignon de Montfort, wielki czciciel Maryi i Najświętszego Serca Pana Jezusa. Jako misjonarz spędził w Wandei większość swego życia, głosząc rekolekcje i misje, zakładając bractwa różańcowe i inne. Czy to dzięki temu jednemu człowiekowi kraina ta zdała w przyszłości niezwykły egzamin z obrony wiary?

 

Hasło "Wandea" stanowi wstydliwy moment rewolucji, rzekomo "ludowej". Oto z inspiracji tego ludu wybucha przeciwko niej i rewolucyjnej władzy typowe powstanie chłopskie jako świadectwo, że rewolucja nie miała ludowego poparcia. Inicjatorzy zrywu powstańczego to nie szlachta czy arystokracja broniące swoich dóbr, lecz prosty lud, poczuwający się do obrony wiary i Kościoła.

Wandea to także pierwszy w dziejach Europy rejon, gdzie dopuszczono się ludobójstwa - planowej, systematycznej akcji eksterminacyjnej wobec ludności, spośród której wywodzili się powstańcy. Decydentami i wykonawcami byli głosiciele frazesów o wolności, równości i braterstwie.

 

Za wiarę i króla

 

Pierwsze powstanie wandejskie wybuchło 7 marca 1793 roku. Powstańcy nazywali siebie Wielką Armią Katolicką i Królewską. Dzielnością i męstwem nadrabiali braki w uzbrojeniu oraz przede wszystkim wyszkoleniu wojskowym. Większość na piersiach miała zawieszony krzyż lub obrazek Najświętszego Serca Jezusowego, do kurty przypinano wyhaftowane na kawałku płótna czerwone serce z napisem "Bóg i Król". Do boju powstańcy szli z modlitwą na ustach.

Po połączeniu oddziałów Górnej Wandei armia liczyła 40 tys. pieszych i 1200 konnych. Wielka Armia Katolicka i Królewska miała wielkich dowódców. Henri de la Rochejaquelein, Gaspard de Marigny, Louis-Marie de Lescure i inni: "Walczyć - często, dać się pobić - czasami, dać się zniszczyć - nigdy" - mawiał legendarny Franćois de Charette. "Musimy walczyć, bo Republika nas zmiażdży. Rzeczą kobiet jest modlić się. My, mężczyźni, musimy się bić" - powiedział Jacques Cathelineau, z zawodu woźnica, zdolny strateg. Charles de Bonchamps wyznał na łożu śmierci: "Nie walczyłem dla ludzkiej chwały. Jeśli nie zdołałem przywrócić ołtarzy i tronu, to ich przynajmniej broniłem. Służyłem memu Bogu, memu królowi i mej ojczyźnie". Gdy po wygranej bitwie z wojskami republikańskimi rozjuszeni oporem wrogów ludzie z oddziałów Maurice'a d'Elbée chcieli wymordować kilkuset jeńców, dowódca nakazał powstańcom uklęknąć i odmówić "Ojcze nasz". Przy słowach "i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom", zawołał do swoich żołnierzy: "Jakże to, ośmielacie się prosić Boga o wybaczenie, kiedy sami nie potraficie wybaczyć?". Jeńcy zostali uratowani i uwolnieni. Wziętego później do niewoli d'Elbée wysłano przed pluton egzekucyjny. W opinii historyków katolickich, w Wandei po stronie ludności tego regionu w obronie wiary i tradycji walczyły resztki królewskiej i rycerskiej armii. Starły się tam te dwie tak odmienne armie, dwie Francje: tradycyjna, rycerska, chrześcijańska i monarchistyczna - z Francją ateistyczną, rewolucyjną.

Od 1793 do 1799 roku w samej Wandei i prowincjach zachodnich 200 razy zdobywano i odbijano miasta, stoczono 700 pomniejszych walk i 17 wielkich regularnych bitew. Wandea w różnych okresach utrzymywała od 70 do 75 tys. ludzi pod bronią. Zwyciężyła lub rozproszyła ok. 300 tys. żołnierzy z regularnych oddziałów oraz 600-700 tys. dokonujących rekwizycji i gwardzistów narodowych. Zdobyła 500 armat i przeszło 150 tys. strzelb.

Wandejczycy byli jednak tylko ochotnikami, chłopami związanymi sercem i poczuciem obowiązku z ziemią. To jeden z powodów, dla których często nie udawało się im wykorzystać odnoszonych sukcesów. Po zwycięstwie, jakim było zdobycie 18 czerwca 1793 r. Angers, zamiast - nie zwlekając - ruszyć na Paryż, rozeszli się do swoich gospodarstw... na żniwa. Być może marsz na Paryż odmieniłby koleje rewolucji. Ostateczną klęskę Wielka Armia Katolicka i Królewska poniosła 23 grudnia pod Savenay. Życie straciło tam większość jej dowódców.

Generał Westermann ("rzeźnik Wandei") pisał z pola bitwy Savenay do władz: "Wandea już nie istnieje! Dzięki naszej wolnej szabli umarła wraz ze swoimi kobietami i dziećmi. Skończyłem grzebać całe miasto w lasach i bagnach Savenay. Wykorzystując dane mi uprawnienia, dzieci rozdeptałem końmi i wymordowałem kobiety, aby nie mogły rodzić więcej bandytów. Nie żal mi ani jednego więźnia. Trupy zaścielają drogi, miejscami jest ich tyle, że tworzą piramidy. Zniszczyłem wszystkich, nie bierzemy jeńców. Litość nie jest rewolucyjną sprawą!".

Historycy szacują, że w Wandei zginęło prawie 600 tys. powstańców.

 

Zagłada Wandei

 

Po klęsce pod Savenay kraina ta została skazana na zagładę. 1 sierpnia Komitet Ocalenia Publicznego wydał uchwałę nakazującą zniszczenie Wandei - mieszkańców, wszelkich zabudowań, upraw, bydła.

Od 21 stycznia 1794 r. podzielone na 20 kolumn wojska republiki pod wodzą gen. Turreau, zwane kolumnami piekielnymi, posuwały się koncentrycznie w głąb Wandei, niszcząc dosłownie wszystkich i wszystko. 6 lutego parlament polecił generałowi: "Eksterminować bandytów co do jednego - oto twoje zadanie". Jeden z generałów piekielnych kolumn przed wymarszem do Wandei przemawiał do swoich żołnierzy: "Towarzysze, wchodzimy do kraju opanowanego powstaniem; daję wam rozkaz wydać płomieniom wszystko, co będzie możliwe do spalenia i przebić ostrzem bagnetu wszystko, co napotkacie żywego na waszej drodze". Nim wydany został ten rozkaz, już prawie wszystkie miasta Wandei zostały spalone, do podpalenia pozostały tylko najmniejsze wioski i pojedyncze chaty. Według współczesnego historyka: "W pięć dni cała Wandea została pokryta szczątkami i popiołami. 60 tysięcy ludzi z żelazem i płomieniem w ręce przeszło ją we wszystkich kierunkach, nie pozostawiając nic, co by stało na nogach, nic żyjącego. Wszelkie okrucieństwa uprzednio popełnione były tylko niewinną grą w porównaniu do tych obrzydliwości. Te armie, naprawdę piekielne, zmasakrowały mniej więcej ćwierć pozostałej przy życiu ludności".

Mordowano każdego, kto znalazł się na drodze piekielnych kolumn, twierdząc, iż każdy Wandejczyk to wróg rewolucji. Niemowlęta obnoszono na bagnetach, kobiety w stanie błogosławionym "prasowano" prasą z winnicy, odrąbane głowy Wandejczyków wieszano na bramach miejskich w dowód tryumfu wolności nad ciemnotą. Ze zdartej z Wandejczyków skóry wytwarzano spodnie. Studnie zatruwano arszenikiem, na szeroką skalę stosowano gazy trujące. Żywych ludzi "grillowano" dla uzyskania tłuszczu, który następnie przelewano do beczek i sprzedawano...

O czym pisano w raportach do władz w Paryżu? "Cały czas poluję. Każdego dnia moi myśliwi przynoszą mi co najmniej 20 głów bandytów, by sprawić mi przyjemność. [...] ilość zwierzyny jednak się zmniejsza". "Zabijamy ich po dwa tysiące dziennie". "Wolę podrzynać gardła, by oszczędzać naboje". "Paliłem i ścinałem głowy jak zwykle". "Było ich zbyt mało, by urządzić prawdziwą rzeź" (gen. Hoche, po wymordowaniu 700 osób w La Gaubretiere). "Dzień męczący, ale owocny" (gen. Cordelier, którego żołnierze wymordowali mieszkańców Lucs-sur-Boulogne i ostrzelali z armat kościół, gdzie schronili się starcy, kobiety i dzieci (110 poniżej siedmiu lat, wśród nich jedno 15-dniowe). W 1794 r. w Angers wojska wymordowały ok. 2 tys. ludzi, w większości prostych chłopów, w tym kobiety, starców i dzieci.

Aby przyspieszyć i "usprawnić" eksterminację, rewolucyjny komisarz na Wandeę jakobin Jean Carrier opracował technologię ludobójstwa zwaną noyad. Stare barki z przedziurawionymi i prowizorycznie zatkanymi kadłubami spuszczano na Loarę z setkami ludzi - kapłanów, starców, kobiet i dzieci. Na środku rzeki wyjmowano zabezpieczenie i barki szybko tonęły wraz z więźniami. Od 16 listopada 1793 do 13 lutego 1794 roku doszło do wielu masowych egzekucji: 23 grudnia - 800 osób, 24 grudnia - 300, 25 grudnia - 200, 27 grudnia - 400, 5 stycznia 1794 r. - 400, 17 i 18 stycznia - po 300 osób. Po utopieniu w Loarze 5 tys. skazańców Carrier cieszył się: "Cóż za rewolucyjny potok z tej Loary!".

Maria Kalińska

 

 

Nasz Dziennik, piątek, 14 lipca 2006, Nr 163 (2573)

http://www.naszdziennik.pl/index.php?typ=my&dat=20060714&id=my11.txt

 


Powrót
|  Aktualności  |  Prawo do życia  |  Prawda historyczna  |  Nowy wymiar heroizmu  |  Kultura  | 
|  Oświadczenia  |  Zaproszenia  |  Głos Polonii  |  Fakty o UE  |  Antypolonizm  |  Globalizm  | 
|  Temat Miesiąca  |  Poznaj Prawdę  |  Bezrobocie  |  Listy  |  Program Rodziny Polskiej  | 
|  Wybory  |  Samorządy  |  Polecamy  | 
|  Przyroda polska  |  Humor  | 
|  Religia  |  Jan Paweł II  | 
do góry