Powrót     Strona Główna Rodziny 
			Polskiej
Kazanie ks

Fragmenty (pełen tekst znajduje się poniżej)

Polska potrzebuje świętych!

 

Kazanie ks. bp. Edwarda Frankowskiego wygłoszone podczas XIII Pielgrzymki Rodziny Radia Maryja na Jasną Górę w dniu 10 lipca 2005 r. (...)



 

Czcigodni Ojcowie, kustosze tego sanktuarium,

czcigodni bracia kapłani, czcigodni wierni!

 

Eucharystia to najpotężniejsza energia dana ludziom do dyspozycji, (...) 350 lat temu (...) ojciec Augustyn Kordecki wobec ogromnej przewagi sił szwedzkich 18 listopada 1655 roku po Mszy Świętej odprawił procesję z Najświętszym Sakramentem po wałach Jasnej Góry. Uczynił to w sytuacji, gdy już całą Rzeczpospolitą ogarnął potop szwedzki. (...) jedynym punktem oporu był klasztor Ojców Paulinów na Jasnej Górze, (...) ojciec Augustyn Kordecki (...) zgromadził zaledwie stu sześćdziesięciu żołnierzy "od pługa", dwadzieścia osób ze szlachty i siedemdziesięciu zakonników. (...) Ten cichy ojciec powstał jak prorok, by dać krajowi przykład i zawołać: Sursum corda! - W górę serca!

Choć Szwedzi uderzali z całą siłą swego wojska na klasztor, nie zdobyli go. (...) w nocy z 26 na 27 grudnia 1655 roku odstąpili od Jasnej Góry, bo ojciec Kordecki nie zwątpił w zwycięską moc Matki Bożej Częstochowskiej, Zwycięskiej Królowej z Jasnej Góry. I choć większość Narodu zwątpiła i omdlała, on wierzył, kochał, walczył i zwyciężył. (...)

 

Nie ma dnia, żebyśmy nie dowiadywali się o jakimś skandalu, aferach, korupcji, bezwstydnej nieuczciwości, o krzywdach wyrządzanych Narodowi i Ojczyźnie. (...) dzieci nie mają co jeść, niektórym grozi eksmisja z mieszkań, bo nie mogą zapłacić czynszu, albo grozi im odłączenie gazu czy prądu. Zamiast ratować zakłady, doprowadza się je do upadłości i rozwiązuje. (...) chorzy umierają, zanim doczekają się wyznaczonego terminu badania. (...) Wielomilionowa rzesza żyjących w biedzie z powodu bezrobocia... (...) A tymczasem o nas w prasie zachodniej, zwłaszcza w raporcie Rady Europy opublikowanym po obradach OBWE w hiszpańskiej Kordobie, czytamy, że nad Wisłą niszczone są synagogi żydowskie, ich szkoły i cmentarze. Komu zależy na niszczeniu dobrego imienia Polaków w świecie (...) Media tak propagują wulgaryzm językowy, który przenika już do najmłodszych dzieci. (...) przemysł, zamiast się modernizować, jest likwidowany, nastąpiło uzdrowienie gospodarki przez jej uśmiercenie. Skorzystali na tym nieliczni związani z partiami rządzącymi, które sprzedawały ten majątek, a ludziom zostawili bezrobocie, biedę, brak perspektyw. (...) Bezbronne dziecko nie ma bezpieczeństwa, tylko jest rozszarpywane z woli jego rodziców. To nie jest terroryzm?! (...) Dziękujemy Ci, Ojcze Dyrektorze, że wobec tych wszelkich ataków na Radio Maryja, TV TRWAM, "Nasz Dziennik" i Wyższą Szkołę Kultury Społecznej i Medialnej informujesz nas na bieżąco o wszystkich zagrożeniach i o wszystkich sukcesach (...) Narzuca się nam coś, co jest mitem, utopią, nieprawdą. Jeżeli tego nie przyjmiemy, to obrzuca się nas inwektywami, że jesteśmy zacofani, z ciemnogrodu. (...) Polska potrzebuje świętych, aż do oddania życia głoszących wyższość dobra nad złem, prawdy nad kłamstwem, miłości nad nienawiścią. (...) Wszyscy musimy czuć się odpowiedzialni za to dziedzictwo, któremu na imię Polska.

 

------------------------------------------------------------------

 

Pełen tekst kazania

 

Polska potrzebuje świętych!

 

Kazanie ks. bp. Edwarda Frankowskiego wygłoszone podczas XIII Pielgrzymki Rodziny Radia Maryja na Jasną Górę w dniu 10 lipca 2005 r. w czasie nocnego czuwania w Kaplicy Cudownego Obrazu

 

Czcigodni Ojcowie, kustosze tego sanktuarium,

czcigodni bracia kapłani, czcigodni wierni!

 

Pani! Pozdrowiona bądź
Pod sercem niosąca zbawienie!
Ciebie Pan wybrał przed stworzeniem
Na matkę. Ty przyjęłaś Go.
Totus Tuus! Maryjo, cały Twój.
W najczystszym Sercu Twoim trwam
I dla Ciebie pragnę zdobyć świat.
Totus Tuus! Maryjo, cały Twój.
W opiece miej do kresu dni,
Bym bez reszty siebie oddał Ci.
W Tobie cała pełnia łask,
Wśród niewiast Tyś błogosławiona,
Tarczą nam będzie Twa obrona,
Do Syna Twego prowadź nas!
Totus Tuus! Maryjo, cały Twój.

 

Trzynaście lat temu na szczerym polu powstało Radio Maryja. Gleba raz jest spulchniona i owocująca, innym razem twarda i zmarznięta, to znów urodzajna albo skalista. I w taką glebę trzeba siać ziarno Słowa Bożego, które jak każde ziarno musi obumrzeć, aby wypuścić korzeń głęboki i wznieść się ponad ziemię. Los tego ziarna wydaje się najpierw stracony, po ludzku sądząc - nieudany. Tak jak to słowo, co Ciałem się stało i zamieszkało między nami w nędznej grocie. Ale Bóg podlewa je prawdziwą ulewą, a krople spadają na ziemię i wspomagają jego rozwój, czasem nawadniają łzami potu i znoju czy kroplami krwi, użyźniają i zapewniają urodzaj. Czasem i na takim podłożu wyrasta ziarno i zapewnia urodzaj. Ziarnem jest Słowo, które "Ciałem się stało i zamieszkało między nami", a "swoi Go nie przyjęli". Jezus Chrystus z woli Ojca jak ziarno dla naszego zbawienia został rzucony w ziemię, błoto naszej cywilizacji antychrześcijańskiej, a nawet często nieludzkiej, w serca ludzi upartych jak skała, uwikłanych jak ciernie, które swoim egoizmem i chciwością ranią siebie i innych. Zwykle trzymając w swoim ręku ziarno, nie zastanawiamy się, jakim jest ono cudem natury i jak potężna siła w nim drzemie.

Dziś stoi przed Rodziną Radia Maryja Boski Siewca, który wzywa nas, byśmy z Nim, w Nim i przez Niego wyszli siać obficie ziarno Słowa Bożego, nie zważając na to, gdzie ono padnie: czy na glebę żyzną, twardą, na drogę czy między ciernie. Siewca ma siać. Siewca dziś sieje za pomocą maszyn - siewnikiem. Chrystus także chętnie korzysta z takich możliwości, które ułatwiają mu dojście do wielu słuchaczy. Mając przed sobą ogromne rzesze, wszedł do łodzi, skorzystał z łodzi, aby ogarnąć wzrokiem wszystkich zgromadzonych, i także chce, by tych siewników Bożego słowa było jak najwięcej. Chrystusowi też zależy, by ten rozsiew ziarna był jak najszerszy, by to samo Słowo padało na miliony serc. "Zebrały się koło Niego tłumy tak wielkie, że wszedł do łodzi i usiadł, a cały lud stał na brzegu" (Mt 13, 2). Chciał ogarnąć tym samym słowem wszystkich słuchaczy. Dziś właśnie rozgłośnie radiowe, telewizyjne, wszelkie urządzenia komputerowe, drukarskie, internetowe i inne powielają Słowo Boże dla tysięcy i milionów serc.

 

Oddać się Słowu Bożemu

Życie wsiewanego Słowa Bożego rodzi wspólnotę wierzących i wprowadza ją we wspólnotę Trójcy Przenajświętszej: "Jeśli mnie kto miłuje, będzie zachowywał naukę, a Ojciec mój go umiłuje i przyjdziemy do niego i będziemy u niego przebywać" (J 14, 23). W człowieku, który pozwala się ewangelizować, to słowo dokonuje cudownej przemiany. Taki człowiek, który poddaje się kierownictwu Słowa Bożego i przejmuje się nim, i przeżywa je, i kieruje się w myśleniu i działaniu Słowem Bożym, wprowadza Chrystusowy styl myślenia i życia. Patrzy na wszystko w prawdzie i miłości. Słowo Boże pozwala dojść do posiadania "zamysłu Chrystusowego" (1 Kor 2, 16), daje też zdolność odczytywania znaków czasu spojrzeniem samego Chrystusa, by jak On być twórczym i czynnym w tworzeniu historii zbawienia, daje wolność i radość, i prawdziwie ewangeliczne męstwo, otwiera na szczere i autentyczne, pełne zaufania synostwo do Ojca i wyzwala miłość służebną wobec wszystkich, konkretną i czynną, która może być tak głęboka, że staje się darem z własnego życia. Coraz bardziej człowiek chce służyć wszystkim, rodzi się w nim miłość tak głęboka, że nawet gotów jest oddać innym, by mieli je w obfitości. Tak oto Słowo kieruje od wewnątrz sercem jako słowo wewnętrzne, oczyszcza, oświeca, każdego prowadzi drogą wzrostu ku pełni życia w Chrystusie. Jeśli rozkwita słowo, wszystko kwitnie w Kościele i nastaje wiosna życia w Kościele. Gdybyśmy się wszyscy poddali kierownictwu Bożego Słowa, przeżywalibyśmy wielką i piękną wiosnę Kościoła. Ewangelia w ten sposób odkrywa głęboki sens naszego życia. Im bardziej jesteśmy rozeznani w Słowie Bożym, tym bardziej rozumiemy, po co i dlaczego żyjemy, i mamy w sobie wielką nadzieję, wiarę i miłość. Toteż słuchanie Słowa Bożego nie jest tylko słuchaniem biernym, ale trzeba pozwolić, aby to Słowo - czyli sam Chrystus - mogło w nas pracować, mogło nas przeniknąć. Dlatego przyjmowanie Słowa otwartym sercem pozwala, by Słowo pracowało we wnętrzu naszym, aż przeniknie całe nasze chrześcijańskie bytowanie, i wyraża się w posłuszeństwie, w czynieniu tego, czego ono wymaga. Bo nie wystarczy rozważać Słowo i modlić się nim, ale trzeba także tym słowem przeobrazić swoje życie: "Wprowadzajcie słowo w czyn". "Długo milczałem - woła prorok - powstrzymywałem siebie w spokoju, teraz jak rodząca zakrzyknę, będę dyszał gniewem, aż tchu mi zabraknie" (Iz 42, 10). W innym miejscu tenże prorok domaga się od głosicieli Słowa Bożego: "Krzycz na całe gardło, nie przestawaj, podnieś głos twój jak trąba. Wytknij mojemu ludowi jego przestępstwa i domowi Jakuba jego grzechy" (Iz 58, 1-2). Takie chce być Radio Maryja, od kilku lat także telewizja TRWAM oraz "Nasz Dziennik". Chcą być głosem Proroka. Chcą wiernie naśladować swoją Patronkę i Opiekunkę, która w Nazarecie wobec Archanioła wyraziła zgodę na ludzkie życie swego Syna i na Golgocie stała się Matką Boleściwą, bo bez słów wyraziła zgodę na ludzką śmierć swego Syna, przez którą On odkupił świat z woli Ojca. Oba te przyzwolenia stanowią jedną i tę samą zgodę, bezwarunkową i nieodwołalną, na wszystko, co miało się dokonać. Maryja wyraziła bezwarunkowe "fiat". Konsekwentnie - jeśli powiedziała "fiat" w zwiastowaniu, to wyraziła też swoją bezwarunkową, nieodwołalną zgodę na wszystko, co miało się dokonać.

 

Odkupieńcze dzieło Chrystusa

Maryja, wyrażając swoje przyzwolenie, jednocześnie cierpiała w zjednoczeniu z ofiarą Syna. Na krzyżu cierpi Jej ukochane dziecko, stąd jak każda matka również Ona odczuła niewymowną boleść. Ta obecność Matki Bolesnej to nie tylko boleść matczynego serca na widok cierpień i śmierci Syna, to coś więcej - to Jej pełne zaangażowanie w odkupieńczą ofiarę Syna. Maryja chciała cierpieć do końca, bo do końca uczestniczyła w cierpieniach Chrystusa i z Nim przyjęła tajemniczy plan Ojca Niebieskiego. Taką odkupicielską wartość ma życie każdego człowieka ofiarowane Bogu, w łączności z krzyżową ofiarą Chrystusa, szczególnie poprzez udział w sakramentach świętych, zwłaszcza w Eucharystii. W tym jedynym odkupieńczym dziele Chrystusa wszyscy ludzie mogą mieć i mają swój udział, ale Maryja jako Matka Odkupiciela ma udział jedyny, niepowtarzalny, istotny, rzeczywisty, najpełniejszy, najważniejszy i najpiękniejszy. Jednakże odkupił nas tylko Jezus Chrystus. Odkupienie jest tylko Jego dziełem. Przez całe życie u boku Chrystusa - nie tylko na Kalwarii, Maryja realizowała ofiarny wymiar swego życia. Kiedy zaniosła Dziecię do świątyni, "aby je przedstawić Panu", słyszała, że Dziecię to będzie "znakiem sprzeciwu" i że "miecz boleści przeszyje Jej serce". W ten sposób został przepowiedziany dramat ukrzyżowania Syna i zapowiedziane Jej "stabat Mater doloroza" - stała Matka boleściwa. A jak możemy sobie wyobrazić uczucia Maryi, która słyszała z ust Piotra, Jakuba, Jana i innych apostołów słowa ponawianej Ostatniej Wieczerzy: "To jest Ciało moje, które za was będzie wydane"? To Ciało wydane na ofiarę i uobecniane w znakach sakramentalnych jest tym samym Ciałem, które poczęło się w Jej łonie. Toteż i przyjmowanie Eucharystii - jak pisze Ojciec Święty Jan Paweł II (Ecclesia de Eucharystia 56) - musiało oznaczać dla Maryi powtórne przyjęcie w swym łonie serca, które biło rytmem Jej serca, ponowne przeżywanie tego, czego doświadczyła pod krzyżem.

Jeśli w ubiegłym roku przeżywaliśmy XII Pielgrzymkę Rodziny Radia Maryja na Jasną Górę i wpatrywaliśmy się w dwunastoletniego Pana Jezusa, który w świątyni jerozolimskiej "siedział między nauczycielami, przysłuchiwał się im i zadawał pytania, a wszyscy, którzy go słuchali, byli zdumieni bystrością jego umysłu i odpowiedziami" (Łk 2, 47-48), to obecna XIII Pielgrzymka Rodziny Radia Maryja na Jasną Górę jest jak trzynaste dni każdego miesiąca objawień Matki Bożej w Fatimie i jak trzynasty dzień maja 1981 roku, gdy cudownie ocalone zostało życie Ojca Świętego Jana Pawła II w godzinie zamachu.

 

Eucharystia źródłem mocy i zwycięstwa

Obecna XIII Pielgrzymka Rodziny Radia Maryja wpisuje się też w Rok Eucharystii, toteż wypada nam skoncentrować się na tym fragmencie objawień fatimskich, które poprzedziły objawienia Matki Bożej. A były to trzy widzenia Anioła Portugalii zwanego Aniołem Pokoju, który ukazał się Łucji, Franiowi i Hiacyncie wiosną, latem i jesienią 1916 roku. Siostra Łucja pisze: "Jak tylko tam przyszliśmy, padliśmy na kolana i dotknąwszy czołami ziemi, poczęliśmy powtarzać słowa Anioła: 'O mój Boże, wierzę w Ciebie. Wielbię Ciebie. Ufam Tobie. Kocham Cię'. Kilka razy powtórzyliśmy tę modlitwę i ujrzeliśmy błyszczące nad nami światło. Ujrzeliśmy Anioła trzymającego kielich w lewej ręce, nad kielichem unosiła się Hostia, z której spływały krople Krwi do kielicha. Kielich z Hostią unosiły się same, bez podtrzymywania ich, gdy Anioł uklęknął z nami i trzykrotnie powtórzyliśmy z Nim modlitwę: 'Przenajświętsza Trójco, Ojcze, Synu i Duchu Święty wielbię Cię. Z najgłębszą czcią ofiaruję Ci najdroższe Ciało i Krew, duszę i bóstwo Jezusa Chrystusa, obecnego we wszystkich tabernakulach świata, jako przebłaganie za zniewagi, świętokradztwa i zaniedbania, którymi jest On obrażany! Przez nieskończone zasługi Jego Najświętszego Serca i Niepokalanego Serca Maryi błagam Cię o nawrócenie biednych grzeszników'". Anioł, powstawszy, wziął znowu kielich i Hostię i podał trojgu dzieciom Komunię Świętą do spożycia, mówiąc: "Przyjmijcie Ciało i pijcie Krew Jezusa Chrystusa straszliwie znieważanego przez niewdzięczność ludzi. Wynagradzajcie zbrodnie ludzi i pocieszajcie Waszego Boga". Potem znowu pochylił się aż do ziemi i powtórzył z dziećmi tę samą modlitwę: "Przenajświętsza Trójco...". Jest to dla Rodziny Radia Maryja piękna lekcja czci i miłości do Jezusa obecnego w Eucharystii, która wprowadza to, co święte, w sam środek życia Bożego, w środek życia Rodziny Radia Maryja, która jest związana z naszym życiem. Jest przemianą chleba i wina w Ciało i Krew Chrystusa, aby nas uświęcić, najściślej w Chrystusie zjednoczyć i być dla nas sakramentem braterstwa i jedności, by nas przemieniać z egoistów w żyjących we wspólnocie Kościoła, który jest znakiem ostatecznej i wiecznej wspólnoty w Bogu, by przez miłość przemieniać nasz świat w prawdziwe królestwo Boże.

Eucharystia to najpotężniejsza energia dana ludziom do dyspozycji, powinniśmy odkryć w sposób szczególny społeczny wymiar Eucharystii i widzieć w Eucharystii sakrament braterstwa i jedności. Jak dzielimy się chlebem, tak mamy dzielić się Bogiem, którego przyjmujemy. I dzielimy się tym Bogiem, wiarą, nadzieją i miłością z innymi. Eucharystia wiąże życie z wiarą, to nie tylko ośrodek kultu, ośrodek życia chrześcijańskiego, ale to cudowne powiązanie życia z wiarą. Eucharystia to nie tylko celebrowanie sacrum, ale to ośrodek całego chrześcijaństwa, to wprowadzenie tego, co święte - sacrum, do profanum - tego, co świeckie. Eucharystia powiązana z życiem to Eucharystia przeżywana we wspólnocie z Kościołem i w Kościele. Dlatego postacie używane w Eucharystii - chleb sporządzany w wielkim trudzie i mozole jest symbolem wszelkich prac ludzkich i ludzkiego działania; wino tworzone w procesie wyciskania soku z winnych gron jest symbolem cierpienia, zmartwień, kłopotów, bólów, zgryzot. A więc w każdej Mszy Świętej składamy w ofierze Chrystusowi nasze prace w postaci chleba, nasze cierpienia i udręki w postaci wina, aby je Chrystus uświęcił, przemienił i nadał im wartość zbawczą. Toteż za siostrą Nullą możemy powiedzieć:

Polskie cię niwy na świat wydały, anielski chlebie.
Wonne cię kwiaty wykołysały, pieściły ciebie.
Opłatkiem białym wprzódy się stałeś z kłosu złotego.
Nim na ołtarzu tym zamieszkałeś dla ludu swego.
Słowa kapłana: "To ciało moje", zwiodły cię z nieba.
Byś nas posilał na trudy, znoje potęgą chleba.
Z ojczyzny duchem tak zespolony przez drobne ziarno.
Spójrz dziś na naród tak udręczony, na dolę czarną.
Przez Krwi Twej kielich w Boskiej Ofierze, przez jej wylanie.
W niezwyciężonej pozwól trwać wierze, daj zmartwychwstanie.

 

Sursum corda! - W górę serca!

Radio Maryja codziennie, nawet kilka razy dziennie, pozwala i pomaga nam uczestniczyć w Eucharystii, codziennej, niedzielnej i świątecznej Eucharystii, bo w niej jest jego źródło mocy i zwycięstwa.

Tak też stało się 350 lat temu, gdy ojciec Augustyn Kordecki wobec ogromnej przewagi sił szwedzkich 18 listopada 1655 roku po Mszy Świętej odprawił procesję z Najświętszym Sakramentem po wałach Jasnej Góry. Uczynił to w sytuacji, gdy już całą Rzeczpospolitą ogarnął potop szwedzki. Gdy radzono mu, aby przystał na warunki kapitulacji, gdy generał Miller drążył w skale tunel do podłożenia prochu pod klasztor na Jasnej Górze (generał Miller zorientował się, że ten prosty, cichy ksiądz wie, co robi), stanął jak prorok, aby Narodowi zaświecić przykładem, by zawołać do Narodu: sursum corda - nie upadajcie na duchu.

Właśnie Radio Maryja codziennie pozwala nam uczestniczyć w Eucharystii, bo w niej jest źródło mocy i zwycięstwa. Tak też się stało 350 lat temu - źródło mocy i zwycięstwa przyszło od Chrystusa i Maryi. Całą Rzeczpospolitą ogarnęła pożoga wojenna. Zewsząd szły raporty: "Naród jest bez zgody, a wielcy panowie szukają tylko zysków"; "Polska jest śmiertelnie chora, dlatego można zdobywać". A dowodem na to były zdradliwe knowania magnatów Opalińskiego, Radziwiłła, którzy oddawali w ręce wroga dziesiątki tysięcy polskich wojowników. Gdy król Kazimierz uszedł na Śląsk, prosił cesarza Austrii, żeby przyjął w protektorat ziemię krakowską, sejmik w Środzie wysłał 30 kwietnia 1655 r. petycję do Berlina, żeby Fryderyk Wilhelm przyjął pod protekcję województwa poznańskie i kaliskie, gdy Warszawa bez walki otworzyła wrogowi swe bramy i gdy Kraków skapitulował, gdy wojska szwedzkie bezkarnie rabowały, plądrowały dwory i pałace, kościoły i sanktuaria, całą Rzeczpospolitą zdobywały przemocą i gwałtem - jedynym punktem oporu był klasztor Ojców Paulinów na Jasnej Górze, a jedynym obrońcą Rzeczypospolitej - ojciec Augustyn Kordecki, który zgromadził zaledwie stu sześćdziesięciu żołnierzy "od pługa", dwadzieścia osób ze szlachty i siedemdziesięciu zakonników. Złożył decyzje wierności królowi Janowi Kazimierzowi i ukrył cudowny obraz w Głogowie na Śląsku. Ten cichy ojciec powstał jak prorok, by dać krajowi przykład i zawołać: Sursum corda! - W górę serca!

Choć Szwedzi uderzali z całą siłą swego wojska na klasztor, nie zdobyli go. Po czterdziestu dniach walki w nocy z 26 na 27 grudnia 1655 roku odstąpili od Jasnej Góry, bo ojciec Kordecki nie zwątpił w zwycięską moc Matki Bożej Częstochowskiej, Zwycięskiej Królowej z Jasnej Góry. I choć większość Narodu zwątpiła i omdlała, on wierzył, kochał, walczył i zwyciężył. Generał Miller, wzmocniony posiłkami, uderzył całą siłą wojska na klasztor, ale go nie zdobył i z wściekłością odstąpił od oblężenia Jasnej Góry.

I Naród, dowiadując się o tym, podrywał się do narodowego powstania. Orzeźwiała się i otrzeźwiała większa część społeczeństwa polskiego, wszystkie warstwy, które pozostały w łączności z Kościołem.

Nie tylko obronili klasztor z cudownym obrazem, lecz także roznieśli wiarę we własne siły, rozpoczęli wyzwolenie Królestwa Polskiego, ufni we wstawiennictwo Maryi! To było hojne owocowanie zasianego ziarna nadziei opartego na wierze, które wyjątkowo szybko wydało owoce upragnione i oczekiwane, owoce zwycięstwa i chwały. I ku wyzwoleniu serc i Polski Maryja Panna posłużyła się tym zakonnikiem. Z odwagą garstka walczących wyjednała od Matki Najświętszej pomoc i obronę. Zrozumieli wszyscy, że nie czas na spory i waśnie, gdy wróg zagraża i niszczy bezcenne skarby wolności Ojczyzny i wiary Kościoła. Obrona Jasnej Góry była ogłoszeniem w kraju pospolitego ruszenia. Moc tego poruszania była tak wielka, że poderwała ze śpiączki sumienia, wszystkie warstwy i stany zjednoczyła w walce z najeźdźcą, stała się zarzewiem ognia nie do ugaszenia, niosła w sobie wiarę i patriotyzm.

Europa od zachodu zalana była przez protestantyzm, od wschodu przez prawosławie. Król szwedzki chciał utworzyć imperium protestanckie, przesunąć swoje granice na wschód, a przeszkodą była katolicka Polska. Tak jak dziś. Dlatego patrzymy na ojca Kordeckiego jak na obrońcę narodu, obrońcę państwa polskiego, obrońcę Kościoła w imię Tej, co w Ostrej świeci Bramie, w imię Tej, co broni Jasnej Góry. Duch wiary i zaufania wyzwolił nowe siły, wbrew istniejącym licznym zdradom, wbrew prywacie, przekupstwu, korupcji. To był wielki wysiłek - od wygodnictwa wypływającego z egoizmu przejść do gotowości czynów bezinteresownych, ofiarnych, przejść do wyrzeczeń, a nawet wydania życia za Ojczyznę i za Kościół, za Maryję i za Boga. To była wielka przemiana, to był cud, który dokonał się w sumieniach i w sercach ludzi. A więc największe nasze zwycięstwa wyrosły z maryjnej służby Narodowi, z tego pnia wyrosła Jasna Góra zwycięstwa, która dźwiga z głębin fal potopu szwedzkiego i każdego potopu. Z tych zmagań ducha polskiego poszły w niebo śluby Jana Kazimierza. Z tego ducha tryska moc - obrońca czasów niewoli, nadzieja Narodu zagrożonego przez tylu Goliatów. I dziś obrona Jasnej Góry jest dla nas wezwaniem do czujności, wierności, męstwa, jak wołał ks. kard. Stefan Wyszyński. Przyszło zwycięstwo zwieńczone ślubami Narodu. I odtąd Jasna Góra zawsze była natchnieniem do walki o zwycięstwo.

Ale potop wieku XVII był tylko zapowiedzią większego, który przyszedł na Polskę w wieku XVIII, w wieku rozbiorów. Wielki mąż stanu, Prymas Polski ks. kard. Stefan Wyszyński, w czasie Wielkiej Nowenny Tysiąclecia powiedział: I dziś musi być przeprowadzona w Polsce obrona Jasnej Góry. Już nie z pomocą armat i pocisków, ale przez potężny ładunek myśli i uczuć roznieconych przez Ojca Niebieskiego. Jak ongiś mrowie wojsk najeźdźczych, tak i dziś szturmują polską Jasną Górę istne potopu świata fale, wżerając się w mury duszy narodu, nienawiścią Imienia Bożego, pasją grzechów i potwornych nałogów. Polska Jasna Góra jest podminowana przez ducha nienawiści społecznej, przez programowaną apostazję moralną, przez zadawnione wady narodowe, które rzucają cienie na świetlany naród ochrzczonych. Stokroć to groźniejszy potop od szwedzkiego.

Słowa przestrogi i wezwania do obrony kierował do nas wielokrotnie Ojciec Święty Jan Paweł II. Powtarzali je biskupi, kapłani i świeccy patrioci.

 

Liberalizm społeczno-polityczny

Dziś wody potopu są zatrute liberalizmem społeczno-politycznym, który się wżera, i licznymi sektami. Te zatrute wody niosą fałsz, gdy odchodzi się od prawdy, a oparcia szuka się w opiniach subiektywnych; niosą zło przez upowszechnianie relatywizmu norm moralnych i prawnych w postaci brzydoty, gdy odrzuca się obiektywne kryteria piękna i produkuje się maskarady; i niosą grzechy, gdy żyje się, jakby Boga nie było. Te wody zatrute dostają się do coraz większej liczby Polaków - do ich mentalności, do ich postaw i zachowań. Naród traci język, rezygnuje z symboli, popadając w zniewolenie. Jasna Góra wciąż nam przypomina: Non possumus! Wody potopu szwedzkiego zalewały urzędy, kościoły, domostwa. Lud jednak nie utonął, bo poszedł za przesłaniem ojca Kordeckiego, który wierzył, kochał, walczył i zwyciężył z Maryją. I dziś wiedziony tym przesłaniem Naród za wzorem ojca Kordeckiego, ks. kard. Wyszyńskiego, Ojca Świętego Jana Pawła II zostanie ocalony w tej arce naszego kraju na wodach wielkiej nierządnicy, walcząc o zachowanie godności osoby, prawości rodziny, szlachetności Narodu i siły państwa. Nie wolno nam się poddać! Choć 350 lat temu Rzeczpospolita była wydana na prywatę, przekupstwo i zdradę, choć była rozrywana egoizmem możnych, to jednak znalazła dość siły u swojej Królowej Maryi, żeby się bronić; wydobyła z siebie potężną mądrość i moc, aby zdemaskować zdrajców, obudzić wątpiących i odeprzeć wroga.

 

Nauczyć się wiary i nadziei

Przybyliśmy na Jasną Górę w 350. rocznicę jej obrony i zwycięstwa, aby od ojca Kordeckiego nauczyć się tej wiary i nadziei, która wszystko zwycięża i nie boi się zagrożeń. Polska także dzisiaj musi obudzić się i przeciwstawić wszelkim przejawom zła i nieuczciwości. Polacy muszą się zjednoczyć i oczyścić scenę polityczną, ocalić gospodarkę, uratować kulturę, a przede wszystkim muszą odnowić się duchowo i religijnie. Polacy muszą się obudzić i przeciwstawić wszelkim podstawom zła i nieuczciwości dla ratowania Ojczyzny, zjednoczyć się wokół boskiego Króla i Jego Matki, naszej Królowej Maryi. Jej serce musi zatriumfować. Jak Jej serce zatriumfuje - jak powiedziała w Fatimie - wtedy przyjdzie królowanie Jej Syna.

Jak długo jeszcze będziemy tak manipulowani przez media laickie? Zamiast wybierać prawdziwych mężów stanu, wybieramy tych, którzy w porę zmieniali czerwone krawaty na niebieskie i wołali: "Wybieramy przyszłość". Wybrali przyszłość dla siebie, ale bez przyszłości dla Narodu. Nie ma dnia, żebyśmy nie dowiadywali się o jakimś skandalu, aferach, korupcji, bezwstydnej nieuczciwości, o krzywdach wyrządzanych Narodowi i Ojczyźnie. Musi nastąpić odrodzenie w naszym domu ojczystym.

I tak mamy coraz to nowe sygnały - doprowadzeni do ostateczności pracownicy zakładu narzędziowego w Mielcu przez cztery dni prowadzili strajk, żądając zaległych wynagrodzeń. Od roku mamiono obietnicami podwyżek pracowników poznańskich Zakładów Naprawczych Taboru Kolejowego, a tymczasem od kwietnia nie mają oni wypłat. Ich dzieci nie mają co jeść, niektórym grozi eksmisja z mieszkań, bo nie mogą zapłacić czynszu, albo grozi im odłączenie gazu czy prądu. Zamiast ratować zakłady, doprowadza się je do upadłości i rozwiązuje. Dyrektorzy szpitali skarżą się, że mają wyczerpane limity na niektóre procedury medyczne, a chorzy umierają, zanim doczekają się wyznaczonego terminu badania. Są jeszcze emeryci z tzw. starego portfela - w zimie chodzą w półbutach, nie mają na opał ani na leki. Najgorzej jest samotnym matkom. Szacuje się, że około trzydziestu procent chorych w Polsce nie wykupuje recept z powodu braku pieniędzy. Tygodnik "Solidarność" nr 25 podaje, że są w Krakowie szkoły, w których dzieciaki jedno przez drugie biegną do kosza na śmieci i wybierają z niego niedojedzoną kanapkę czy nadgryzione jabłko rzucone tam przez bogatszego kolegę. Z taką biedą jak dzisiaj nie spotykało się Towarzystwo Pomocy im. Świętego Brata Alberta. Wielomilionowa rzesza żyjących w biedzie z powodu bezrobocia... Ubóstwo tych rodzin bez pracy staje się dziedziczne. Mieszkańcy terenów popegeerowskich proszą o jakąkolwiek pomoc. Tam nędza jest już powszechna, ludzie nie mają jak sobie pomagać. Upokarzają rządzący takich, traktują jak uciążliwy balast; upokarzają Polskę.

A tymczasem o nas w prasie zachodniej, zwłaszcza w raporcie Rady Europy opublikowanym po obradach OBWE w hiszpańskiej Kordobie, czytamy, że nad Wisłą niszczone są synagogi żydowskie, ich szkoły i cmentarze. Komu zależy na niszczeniu dobrego imienia Polaków w świecie, jeśli nikt tych kłamliwych wieści nie może potwierdzić? Nie dość, że Zachód oddał nas na pięćdziesiąt lat pod opiekę komunistów i obecnie nas wykorzystuje, to jeszcze niszczy nasze dobre imię w świecie. Jeśli Zachód nie wróci do swoich chrześcijańskich źródeł kultury, jeśli nie odzyska swojej pierwotnej szlachetności i nie poprawi dynamiki demograficznej, to będzie przegrywał z cywilizacją Wschodu.

Bardzo obszernie we wszystkich mediach analizowane są skutki barbarzyńskich ataków terrorystycznych w Londynie. Wskazują na siatkę powiązaną z Al-Kaidą. Ale kto odpowie na pytanie, dlaczego tak się dzieje? Bogu ducha winni ludzie są rozszarpywani na kawałki, zabijani albo ranieni, znajdują się w bólu, szoku, rozpaczy i żalu, są skrzywdzeni i zniszczeni. Rozpacz rodziców po stracie dzieci, przerażenie dzieci na widok zmasakrowanych ciał rodziców... Takie zamachy terrorystyczne są tak precyzyjnie zaplanowane, utajnione, obliczone na największe nagłośnienie, na osiągnięcie największego efektu spektakularnego. Dlatego terroryści wybrali Londyn i szczytową godzinę dziewiątą, gdy ludzie wyjeżdżają do pracy. Jeśli bomby podkładają w metrze, to odpowiedź nasuwa się sama. Choć terroryzmu nie da się usprawiedliwić i trzeba go zdecydowanie potępić, to o czymś to mówi, muszą być tego jakieś poważne przyczyny. Nie będzie spokoju w świecie, w którym są tak ogromne dysproporcje między północą a południem, między krajami bogatymi a biednymi. Nie będzie spokoju tam, gdzie są potworne kominy płacowe, a inni przymierają głodem. Dopóki będą coraz większe dysproporcje, nie będzie spokoju.

Jeśli te akty terroru są w Europie czy Stanach Zjednoczonych, to są tam widocznie jakieś siły, które im sprzyjają. Bo niełatwo w obcym kraju wprowadzić taki terror. To wszystko świadczy o słabości ducha tych narodów, które są rozłożone moralnie, duchowo i religijnie. Jeśli mocodawcy środków przekazu traktują te środki jako narzędzia panowania nad świadomością społeczną, by pozbawić ludzi możliwości samodzielnego myślenia i oceniania, by poddać ludzi błędnej ideologii niosącej nowe i groźne zniewolenia, to nie będziemy długo czekać i obudzimy się w hipertotalitarnym świecie, w którym nie będzie miejsca dla wolnego człowieka, po prostu nie da się żyć po ludzku. Media tak propagują wulgaryzm językowy, który przenika już do najmłodszych dzieci. Wystarczy posłuchać, jakim językiem posługują się małe dzieci, a nawet dziewczyny.

Nie tylko media, prawie całe państwo jest już zniszczone, stracone, sprzedane. Straciliśmy w dużej mierze nasz majątek narodowy, przemysł, zamiast się modernizować, jest likwidowany, nastąpiło uzdrowienie gospodarki przez jej uśmiercenie. Skorzystali na tym nieliczni związani z partiami rządzącymi, które sprzedawały ten majątek, a ludziom zostawili bezrobocie, biedę, brak perspektyw. Obok bezrobocia istnieją coraz większe kominy płacowe. Naród tego nie chciał, zostało nam to narzucone przez nieuczciwych ludzi, przekupnych i sprzedajnych, kłamliwych i nieuczciwych.

 

Rodzaje terroryzmu

Terror jako narzędzie walki politycznej nie ustąpił. Dawniej robiły to służby specjalne, a dziś opiniotwórcze koncerny medialne i zaprzedani im dziennikarze.

Czyż cena życia ludzkiego nie jest dziś najniższa? W ciągu roku morduje się w łonach matek tyle dzieci najsłabszych, bezbronnych i najbardziej niewinnych, ilu ludzi zginęło na świecie podczas sześciu lat drugiej wojny światowej - około pięćdziesięciu milionów. Czy to nie jest terroryzm aborcyjny, najbardziej brutalny i haniebny? Bezbronne dziecko nie ma bezpieczeństwa, tylko jest rozszarpywane z woli jego rodziców. To nie jest terroryzm?!

Czy nie istnieje terroryzm medialny, z którego powodu cierpi Radio Maryja, jego założyciel Ojciec Dyrektor. Ileż tych ataków przeżył Jarosław, ile tych ataków przeżywają inne zakłady pracy, księża, biskupi! Z góry wyrok wydany i wykonany bez procesu, bez udowodnienia winy. Można przypuszczać, że przygotowana jest kolejna fala nagonki na Radio Maryja. Problemem jest nie tylko samo Radio Maryja, ale te miliony ludzi, które z nim stoją, stoją niewzruszenie jak Jasna Góra w czasie potopu i reprezentują piękną katolicką Polskę. I oto znowu historia się powtarza. Jak podczas potopu przeciw atakom bogatych mediów, przeciw ich potężnym siłom niszczenia i porażania staje ubogie, skromne Radio Maryja i stoi przy Maryi jak ojciec Kordecki. Reprezentuje piękną Polskę i broni jej bronią Różańca świętego - modlitwy, która sprawi, że wykiełkują pączki dobra na tej pustyni zła i grzechu.

Dziękujemy Ci, Ojcze Dyrektorze, że wobec tych wszelkich ataków na Radio Maryja, TV TRWAM, "Nasz Dziennik" i Wyższą Szkołę Kultury Społecznej i Medialnej informujesz nas na bieżąco o wszystkich zagrożeniach i o wszystkich sukcesach, które pozwalają nam wiedzieć o tym i tym bardziej przeżywać i wspomagać Cię modlitwą, pomocą i ofiarą.

Jeśli właściciele i mocodawcy środków przekazu coraz powszechniej traktują je jako narzędzie panowania nad świadomością społeczeństw czy narodów, by pozbawić ludzi możliwości samodzielnego myślenia i oceniania i by narzucać im błędne ideologie niosące nowe zniewolenie, to czy długo będziemy czekali na hipertotalitarny świat, w którym już nie będzie miejsca na wolnego człowieka, który chciałby żyć po Bożemu i po ludzku? Te narody, które odcinają się od swoich chrześcijańskich korzeni w Europie, jak drzewa podcięte w korzeniach więdną i toną w panice, niezdolne do mocnych postaw i zachowań chrześcijańskich. Raz po raz będą lekceważone, aż zostaną wchłonięte przez mocniejszych, bardziej dynamicznych, zdolnych do wielkich ofiar i poświęceń. Wyrazem jakiejś degeneracji jest ruch homoseksualny, który przeradza się w polityczną kampanię przeciw rodzinie i przeciw Kościołowi katolickiemu.

Nowa forma terroru to przymus zrezygnowania z poprawnego myślenia - czyli zgodnego z rzeczywistością, zgodnego z faktami, na rzecz przyjmowania tzw. poprawności politycznej, która już w samym określeniu jest absurdalna, bo ani poprawna, ani polityczna. Nie jest poprawne to, co nie jest prawdziwe, i nie jest polityczne to, co nie jest zgodne z roztropną troską o dobro wspólne. Narzuca się nam coś, co jest mitem, utopią, nieprawdą. Jeżeli tego nie przyjmiemy, to obrzuca się nas inwektywami, że jesteśmy zacofani, z ciemnogrodu. Takich eliminuje się z życia publicznego. Narzuca się nam zakłamane słownictwo o małżeństwie i rodzinie, o narodzie i wychowaniu, o kulturze i Kościele. Narzędziem siania takiego zakłamania są media laickie, które zostały sprzedane obcemu kapitałowi.

 

Radio Maryja dobrodziejstwem Narodu

Jakże wielkim dobrodziejstwem i cudem jest Radio Maryja! Dlatego wciąż przygotowywane są na nie ataki i wszelkie formy niszczenia. Dziś wiemy, że media laickie przygotowują już następny kłamliwy film. Ma on niszczyć dobre imię założyciela Radia Maryja i jego pracowników oraz całe to wspaniałe dzieło, ma odwrócić uwagę od afer i zbliżających się wyborów i uderzyć w ten sposób w miliony tych, którzy Radia Maryja słuchają, z nim się solidaryzują i je utrzymują. A więc terror jako narzędzie walki politycznej nie ustąpił po upadku PRL. Dawniej robiły to służby specjalne, a dziś robią to koncerny medialne - opiniotwórcze - i zaprzedani im dziennikarze.

I znowu przeciw bogatym środkom niszczenia i porażenia stajemy niewzruszenie z ubogim Radiem Maryja jak w czasie potopu na Jasnej Górze przy ojcu Kordeckim, reprezentując piękną, patriotyczną, katolicką Polskę. Naszą bronią są różańce w rękach. Chcemy sprawić, że wykiełkują pączki dobra na pustyni zła i grzechu. Ta modlitwa ma potężną moc, w dziedzinie dobra wznieca reakcję łańcuchową mocniejszą niż reakcje atomowe.

Do walki w obronie Radia Maryja, telewizji TRWAM i "Naszego Dziennika", oprócz nieustannych apeli Ojca Dyrektora, ojców i świeckich osób, mobilizuje dzieci Madzia Buczek, która z wózka inwalidzkiego organizuje Podwórkowe Kółka Różańcowe. To jest fenomen w skali światowej. Oto, jak Bóg pysznym się sprzeciwia, a pokornym łaskę daje. Wprowadziła do nich 126 tysięcy dzieci z 30 krajów świata, na wszystkich kontynentach. Każde nowe koło jest wielkim prezentem dla Matki Najświętszej.

Podwórkowe Kółka Różańcowe, które zaczęły powstawać osiem lat temu, mają swoją założycielkę - jest nią właśnie Madzia, która zabrała się do tej działalności, cierpiąc na łamliwość kości. Z wózka inwalidzkiego wciąż apeluje o to, aby było coraz więcej rycerzy Matki Najświętszej i Chrystusa Pana. To oni są obrońcami Radia Maryja i telewizji TRWAM, "Naszego Dziennika". Bo siłą Polski byli, są i będą święci. Polska potrzebuje świętych, aż do oddania życia głoszących wyższość dobra nad złem, prawdy nad kłamstwem, miłości nad nienawiścią. Bez świętych Polska sobie nie poradzi. Jak mówił błogosławiony ks. Bronisław Markiewicz, założyciel Zgromadzenia Księży Michalitów: "Gdy brakuje świętych w narodzie, robi się ciemno w głowach ludzkich i ludzie nie widzą dróg, którymi należy postępować".

Ojciec Święty Jan Paweł II, będąc na Jasnej Górze, wołał: "Klękam przed obliczem Jasnogórskiej Królowej i modlę się, aby mój Naród przez wiarę w Jej niezawodną pomoc i obronę odnosił zwycięstwo nad wszystkim, co zagraża godności ludzkiej i dobru naszej ojczyzny, i polecam Jej opiece Kościół, aby przez świadectwo świętości i pokory zawsze umacniał lepszy świat w sercach wszystkich wierzących". I powiedział tutaj na Jasnej Górze: "Czuwam, to znaczy czuję się odpowiedzialny za to wielkie dziedzictwo, któremu na imię Polska. To imię nas wszystkich określa, to imię nas wszystkich kosztuje. Nie pragnijmy takiej Polski, która by nas nie kosztowała".

Naród zaś przede wszystkim bogaty jest w ludzi, bogaty człowiekiem, bogaty każdym, kto czuwa w imię prawdy i nadaje wszystkiemu kształt miłości. Rzeczpospolita była wydana na prywatę, przekupstwo, zdradę, rozrywana egoizmem możnych. A jednak znalazła dość siły, aby się bronić, i wydobyła z siebie potężną siłę i moc, ażeby zdemaskować zdrajców, obudzić wątpiących i odeprzeć wroga. I ocalała ta potężna wiara w Narodzie. I znowu nadejdzie dzień, w którym ci z Polaków, którzy uratują się z potopu, będą musieli ponownie zakasać rękawy i wśród ruin i grobów z uporem rzucić się w wir wielkiej, twórczej pracy. Być może to właśnie między innymi z waszej wiary, nadziei i miłości powstanie Naród jak Feniks z popiołów. Wszyscy musimy czuć się odpowiedzialni za to dziedzictwo, któremu na imię Polska.

A więc zewrzyjmy szeregi. Ty ze mną, a ja z Tobą
Bądźmy Polakami, bądźmy tylko sobą!
Kto po polsku czuje, ten uczciwie przyzna,
Polska to nie towar. Polska to Ojczyzna!
Dziś głos naszych przodków woła do nas z troską,
Leżąc w Europie, Polska ma być Polską.

(Maciej Syjota, Żywiec)

 

Nasz Dziennik z 15 lipca 2005

http://www.naszdziennik.pl/index.php?typ=my&dat=20050715&id=my11.txt

 


Powrót
|  Aktualności  |  Prawo do życia  |  Prawda historyczna  |  Nowy wymiar heroizmu  |  Kultura  | 
|  Oświadczenia  |  Zaproszenia  |  Głos Polonii  |  Fakty o UE  |  Antypolonizm  |  Globalizm  | 
|  Temat Miesiąca  |  Poznaj Prawdę  |  Bezrobocie  |  Listy  |  Program Rodziny Polskiej  | 
|  Wybory  |  Samorządy  |  Polecamy  | 
|  Przyroda polska  |  Humor  | 
|  Religia  |  Jan Paweł II  | 
do góry