Powrót     Strona Główna Rodziny 
			Polskiej
Do działów Aktualności i Prawo do życia

 

Świadectwo szczęśliwej mamy

 

 

 

Kiedy nasze trzy córki trochę podrosły (Ania 9 lat, Monika 8 lat, Madzia 6 lat), prosiliśmy Pana Boga, aby obdarzył nas jeszcze jednym dzieciątkiem. Po 5 miesiącach oczekiwań, gdy nic na to nie wskazywało, udałam się do lekarza. Okazało się, że przyczyną może być wykryta dość duża cysta - 5 cm na 6 cm. Rozpoczęło się leczenie. Gdy jednak ani leczenie farmakologiczne, ani hormonalne nie dawało rezultatu, pozostało jedyne wyjście - operacja.

Kiedy już termin był wyznaczony i wszystko przygotowane, okazało się, że jestem w stanie błogosławionym. Mimo iż lekarz powiadomił nas o wysokim ryzyku ciąży, nasza radość nie miała granic. Zaufaliśmy całkowicie Panu Bogu i powierzyliśmy opiekę nad dzieciątkiem Matce Najświętszej.

 

Jeździliśmy z mężem na częste kontrole i na początku wszystko było w porządku. Jednak podczas kolejnej wizyty lekarz długo mnie badał i stwierdził tzw. martwą ciążę. Był to dla nas prawdziwy szok. Ponieważ to był piątek, więc dla pewności mieliśmy przyjechać jeszcze w poniedziałek. Niestety i tym razem diagnoza była taka sama. Lekarz powiedział, że najlepiej będzie, abym od razu została w szpitalu w celu "usunięcia martwego płodu", gdyż może dojść do zatrucia całego mojego organizmu. Nie wiem dlaczego, ale najwidoczniej za sprawą Bożą, zapytałam tylko lekarza, jak długo mogę czekać. Po usłyszeniu, że maksymalnie do piątku, powiedziałam, że wtedy się zjawię i jak we śnie wyszłam z gabinetu.

Przez te kilka dni przeżyliśmy z mężem prawdziwe rekolekcje. Modliliśmy się głęboko, rozmawialiśmy z naszym dzieciątkiem i przez cały czas zapewnialiśmy je o naszej miłości. Uspokojeni wiarą i modlitwą ponownie w pełni zaufaliśmy Panu Bogu i stwierdziliśmy, że jeżeli taka jest Jego wola, to całkowicie się jej poddajemy.

Nadszedł piątek. Rano na oddziale zostałam położona do łóżka, założono mi wenflon i czekałam na wizytę lekarską. Po niej uprosiłam lekarza, aby zrobił mi jeszcze jedno USG. I wtedy z ekranu monitora dzieciątko kiwało swoimi rączkami i uśmiechało się do mnie! Jakaż wielka była moja radość, kiedy na nie patrzyłam i z radości głośno płakałam. Lekarz w osłupieniu temu się przyglądał i tylko powtarzał: "To niemożliwe, to cud!".

Mimo skomplikowanego przebiegu ciąży, gestozy, w pewnym okresie spadku ciśnienia tętna dziecka, Mateuszek z Bożą pomocą przyszedł na świat (przez cesarskie cięcie, gdzie przy okazji usunęli mi tę cystę). Urodził się miesiąc wcześniej, ważył 1,700 kg.

Dzisiaj ma 6 lat, dogonił swoich rówieśników i rozwija się prawidłowo. Jest naszą radością, miłością, a przede wszystkim cudem, jaki Pan Bóg uczynił i tak namacalnie dotknął naszą rodzinę.

Trochę zwlekałam z tym świadectwem, ale nigdy nie jest za późno. Do napisania zmobilizował mnie mój małżonek, mówiąc, że powinniśmy dzielić się naszą miłością i wiarą, która gdy jest prawdziwa i żywa - naprawdę czyni cuda.

Chwała Panu!

Małgorzata, lat 38

 

 

Nasz Dziennik, 26-27 maja 2007, Nr 122 (2835)

 


Powrót
|  Aktualności  |  Prawo do życia  |  Prawda historyczna  |  Nowy wymiar heroizmu  |  Kultura  | 
|  Oświadczenia  |  Zaproszenia  |  Głos Polonii  |  Fakty o UE  |  Antypolonizm  |  Globalizm  | 
|  Temat Miesiąca  |  Poznaj Prawdę  |  Bezrobocie  |  Listy  |  Program Rodziny Polskiej  | 
|  Wybory  |  Samorządy  |  Polecamy  | 
|  Przyroda polska  |  Humor  | 
|  Religia  |  Jan Paweł II  | 
do góry