Powrót     Strona Główna Rodziny 
			Polskiej
Przystanek Woodstock

Przystanek Woodstock

Wyzwiska, agresja, nienawiść...

 

Zdecydowanie mniej młodych ludzi niż w ubiegłych latach brało udział w organizowanym przez Jerzego Owsiaka w Kostrzynie nad Odrą Przystanku Woodstock. Być może tak zdecydowane zmniejszenie się liczby zwolenników imprezy Jerzego Owsiaka miało wpływ na to, że tegoroczna edycja festiwalu przebiegała nieco spokojniej niż wcześniejsze. Nie zabrakło jednak wyzwisk kierowanych pod adresem krytykujących całe przedsięwzięcie. Impertynenckie słowa z ust Owsiaka i występujących na Przystanku padały przede wszystkim pod adresem dyrektora Radia Maryja o. Tadeusza Rydzyka.

Dziesiąta edycja Przystanku Woodstock, organizowanego co roku przez Jerzego Owsiaka, wypadła znacznie słabiej niż wcześniejsze imprezy. Do Kostrzyna nad Odrą przyjechało bowiem niespełna 130 tys. młodych fanów muzyki rockowej i zwolenników Jerzego Owsiaka. Wielki show, jakim miał być jubileuszowy Przystanek Woodstock, zawiódł więc oczekiwania przede wszystkim samych uczestników imprezy.

 

- Owsiak się skończył. Jestem na Przystanku Woodstock po raz czwarty i jest to już mój ostatni raz. Ta wielka rockowa impreza z roku na rok zamienia się w zwykłą komercję. Jurek zapomniał już o idei Jarocina i pierwszych Przystanków. Teraz to spęd małolatów, którzy chcą się wyrwać spod opieki mamusi, napić się na maksa, przyćpać. A przecież nie o to chodzi - powiedział "Naszemu Dziennikowi" Marcin z Olsztyna. Taką opinię usłyszeliśmy jeszcze kilkakrotnie od innych uczestników kostrzyńskiej imprezy, fanów rocka, którzy twierdzili, że nie uśmiecha im się zabawa w tłumie "pijanych małolatów". Sytuacji nie zmieniło również uparte "zaklinanie rzeczywistości" przez Jerzego Owsiaka. - Przyjechaliście, przyjechaliście, przyjechaliście! Przyjechaliście, mimo że telewizja TRWAM bredziła, by nie przyjeżdżać. A jednak jesteście - krzyczał ze sceny Owsiak.

Niemal każde późniejsze wystąpienie organizatora całej imprezy było pełne ironicznych, obraźliwych aluzji pełnych agresji pod adresem tych, którzy ośmielili się krytykować organizowany przez niego festiwal. O dyrektorze Radia Maryja Owsiak wyrażał się pogardliwie "Tadziu", wzywał również przedstawicielkę Kostrzyńskiej Grupy Obywatelskiej Renatę Głuszko, by ze sceny powiedziała rozbawionej, często pijanej młodzieży, dlaczego protestowała przeciwko organizacji imprezy. Takie publiczne wystąpienie mogłoby dla niej skończyć się linczem. - Pokaż się, Reniu! - wołał ze sceny Owsiak.

Organizowane przed laty festiwale w Jarocinie były dla młodych ludzi swoistym buntem przeciwko komunistycznej władzy, wielokrotnie dochodziło do wystąpień przeciwko obstawiającym festiwale funkcjonariuszom MO i ZOMO. Na podobnych zasadach opierał się więc Przystanek Woodstock, który w pierwszych latach swego istnienia był miejscem wyrażania niechęci, rozgoryczenia i frustracji młodych ludzi, nieumiejących w trudnych latach 90. znaleźć swojego miejsca w społeczeństwie. Jednak od kilku lat zauważalne jest stopniowe odejście niedawnych zwolenników Owsiaka od spaczonej ideologii "róbta, co chceta", co przekłada się na stale zmniejszającą się liczbę uczestników Przystanku Woodstock. By przetrwać, sam Jerzy Owsiak próbuje więc znaleźć nowego wroga, przeciwko któremu będzie mógł kierować tradycyjny bunt młodego pokolenia. Tym nowym "wrogiem", przeciwko któremu należy "szczuć" młodzież - wygrywając w ten sposób poparcie antysystemowej młodzieży i zyskując bonusy u swoich wpływowych lewicowych "mecenasów" - są o. Tadeusz Rydzyk i telewizja TRWAM.

Pełne agresji i wyzwisk słowa pod adresem katolickiej telewizji padały nie tylko z ust samego Owsiaka, ale także z ust towarzyszącej mu ekipy. Do dziennikarzy "Naszego Dziennika", choć przebywali incognito na polu namiotowym - podszedł młody mężczyzna ubrany w koszulkę z napisem "TV Kręcioła" (ekipa Owsiaka) z kamerą w ręku i z zaskakującą propozycją. - Chodźcie, chłopaki, macie jedyną okazję nabluzgać na Rydzyka przed kamerą. Nie chcecie? Dlaczego nie chcecie? - agitował mężczyzna.

Podczas sobotniego koncertu słyszeliśmy, jak bardzo niecenzuralne słowa pod adresem telewizji TRWAM i o. Tadeusza Rydzyka padały z ust członków "Pokojowego Patrolu", którzy bardziej interesowali się fotografującymi niekorzystne dla Owsiaka wydarzenia niż pomocą pijanym, leżącym na ziemi, nieprzytomnym ludziom.

Zdecydowanie mniejsza liczba uczestników Przystanku Woodstock miała niewątpliwie wpływ na zwiększenie bezpieczeństwa całej imprezy. I mimo że na drodze wiodącej z Kostrzyna na miejsce imprezy z częstotliwością ok. 10 minut kursowała karetka pogotowia, a lekarze udzielali pomocy poszkodowanym, mimo że standardem był widok nieprzytomnych "pijanych w trupa" młodych ludzi, to jednak wyjątkowo dobrze zabezpieczali całą imprezę funkcjonariusze policji.

Nie wolno jednak zapomnieć, że tuż przed rozpoczęciem całej imprezy doszło do nieszczęśliwych wypadków z udziałem młodych ludzi zmierzających na Przystanek. Jak już informowaliśmy, młody mężczyzna, który wypadł z pociągu, poniósł śmierć, a kilka innych osób trafiło do szpitali z obrażeniami ciała.

Do trwających w Kostrzynie ekscesów odniósł się podczas Mszy św. z okazji otwarcia Muzeum Powstania Warszawskiego ks. kard. Józef Glemp, Prymas Polski. - W czasie, kiedy my wznosimy poważnie pamięć o poległych, to dzisiaj pytam się: czy Woodstock w Kostrzynie jest myśli polskiej - mówił ksiądz kardynał. Podkreślił, że jest czas na zabawę, ale i czas na powagę.

 

Wojciech Wybranowski, Wojciech Olszak, Kostrzyn

 

Nasz Dziennik z 2 sierpnia 2004


Powrót
|  Aktualności  |  Prawo do życia  |  Prawda historyczna  |  Nowy wymiar heroizmu  |  Kultura  | 
|  Oświadczenia  |  Zaproszenia  |  Głos Polonii  |  Fakty o UE  |  Antypolonizm  |  Globalizm  | 
|  Temat Miesiąca  |  Poznaj Prawdę  |  Bezrobocie  |  Listy  |  Program Rodziny Polskiej  | 
|  Wybory  |  Samorządy  |  Polecamy  | 
|  Przyroda polska  |  Humor  | 
|  Religia  |  Jan Paweł II  | 
do góry