Powrót     Strona Główna Rodziny 
			Polskiej
Do działów Aktualności i Kultura

Teatr piórem Temidy

Krótki nos Pinokia

 

Zastanawiające, dlaczego współcześnie pisane książki dla dzieci nie są tak porywające jak te, które należą już do głębokiej klasyki, na przykład "Tajemniczy ogród" Frances Hogson Burnett, "Mały Książę" Antoine'a de Saint Exupery'ego czy choćby "Pinokio" Carla Collodiego, którego musicalową wersję zdążyłam obejrzeć jeszcze przed udaniem się Teatru Rampa na urlop. To są książki, które mimo wieku wcale nie odeszły na emeryturę. Prosto, bez eksperymentalnych komplikacji stylistycznych i bez gmatwaniny myślowej wyłożone są racje promujące dobro, piękno, prawdę, szlachetność, miłość - to główna siła tych pozycji. Tu nie ma mowy o relatywizowaniu podstawowych wartości, co w dzisiejszych, "hitowych" utworach dla dzieci pojawia się nagminnie.

 

Owszem, niełatwe mają zadanie współcześni autorzy literatury dziecięcej, wszak zewsząd wyziera wirtualny świat internetu, płyt DVD, rozmaitych gier komputerowych. A więc świat, który mali odbiorcy sami mogą współtworzyć za naciśnięciem kursora. Pewnie ta próba ścigania się z ową wirtualną rzeczywistością sprawia, że aby zainteresować dziecięcego odbiorcę, pisarze sięgają dziś po różnorodne szokujące instrumenty, jak na przykład okultyzm, magia itp. Dość wymienić tu serię z Harrym Potterem, którego znają dziś dzieci i młodzież na całym świecie. Zresztą ten przykład ma charakter szczególny, albowiem do promocji tych książek zorganizowano wręcz cały reklamowy przemysł, włączono rozmaite środowiska opiniotwórcze, wyłożono miliony dolarów, zrealizowano filmy, strony internetowe, specjalne blogi itd., itd. Chyba żadna książka w historii literatury dla dzieci nie miała takiej oprawy reklamowej i takiego sztabu specjalnie przygotowanych ludzi, jak do wypromowania Harry'ego Pottera. Literatury szkodliwej przecież, bo w sprytny sposób, w ogromnie atrakcyjnej formie niosącej okultystyczne, niebezpieczne dla chłonnej wyobraźni dziecięcego czytelnika treści.

"Pinokia" napisał Collodi dwa wieki temu. Najpierw, w latach 1881-1883, powieść drukowana była w prasie w odcinkach, w edycji książkowej zaś ukazała się w 1883 roku i zyskała sławę na całym świecie. Nie ma chyba dziś nikogo wśród dorosłych i dzieci, kto nie słyszałby o Pinokiu. A przecież w XIX wieku nie było telewizji, która reklamowałaby utwór, nikomu nawet do głowy by nie przyszło, aby władować miliony dla wypromowania "jakiejś" tam baśni o drewnianym pajacyku wystruganym przez pewnego stolarza o imieniu Dżepetto, który nadał mu imię Pinokio i potraktował jak swojego synka, dając mu wszystko, co miał, przede wszystkim miłość. Ale ten wystrugany z drewna pajacyk, który pod dłutem Dżepetta ożył i bardzo chciał być prawdziwym chłopcem, okazał się bardzo nieposłuszny. Zostawił starego stolarza i powędrował w świat. Historia o drewnianym pajacyku funkcjonuje w świadomości społecznej już prawie 130 lat. I wciąż bawi i wzrusza całe rodziny. Wszyscy chętnie oglądamy adaptacje teatralne zrealizowane na podstawie "Małego Księcia", "Tajemniczego ogrodu" czy "Pinokia". Starsi mówią: "To są książki naszego dzieciństwa", i chętnie wyruszają ze swoimi dziećmi w pełną przygód podróż z książkowym Pinokiem na teatralnej scenie.

Cezary Domagała - można powiedzieć - wyspecjalizował się w prezentowaniu na scenie literatury dla dzieci. W tym samym Teatrze Rampa zrealizował wcześniej "Tajemniczy ogród" w formie musicalu, a do "Pinokia", także w wersji musicalowej, wrócił już po raz kolejny. W tym samym tandemie, to znaczy z kompozytorem Tomaszem Bajerskim. W adaptacji Domagały wydarzenia, które oglądamy, przygody Pinokia, są jego snem, z którego budzi się dopiero w finale. Kiedy kurtyna się odsłania, widzimy zastygły, zatrzymany w ruchu obrazek - to pokój dziecinny wypełniony zabawkami, wśród których są i Lis (Konrad Marszałek), i Kot (Brygida Turowska-Szymczak), i wiele innych zwierzątek. Po chwili scena ożywa, postaci budzą się, zachowują się jak marionetki. Pojawia się Dżepetto (Robert Kowalski), po chwili widzimy Gadającego Świerszcza (doskonała w tej roli Klementyna Umer, która świetnie śpiewa i gra na skrzypcach, bo jej świerszcz jest wirtuozem skrzypiec), pojawiają się inni, jest i Pinokio, w tej roli Dorota Osińska o mocnym głosie, chwilami aż za mocnym, przechodzącym w krzyk.

No i zdziwienie: gdzie się podział słynny, tradycyjny nos Pinokia? Wiadomo, że kiedy chłopiec postępował źle, kłamał, psocił, wtedy za karę wydłużał mu się nos. Domagała skrócił chłopcu nos, czyżby więc ten Pinokio był chłopcem nad wyraz grzecznym? Właśnie nie, dlatego ten zabieg uważam za niepotrzebny. Oczywiście, w trakcie rozwoju wydarzeń Pinokio ukazuje swoje dobre serduszko, ale przecież najpierw psocił. Ów słynny nos Pinokia to znak rozpoznawalny, tak jak u Cyrana de Bergerac. Czy można sobie wyobrazić Cyrana z krótkim nosem?

Ten w sumie dobry spektakl ma jednak pewne elementy przeszkadzające w odbiorze. Myślę głównie o przesterowaniu dźwięku. Ale ten grzech dotyczy nie tylko "Pinokia". Pamiętam, że to samo było w musicalu "Tajemniczy ogród". Być może taka jest już "uroda" Teatru Rampa.

Całość jednak podoba się dzieciom. Ten muzyczny, rozśpiewany spektakl, prezentujący się rozmaitymi barwami, bo i kostiumy, i scenografia przemawiają do wyobraźni małego widza. A już niektóre sceny, jak na przykład ta, kiedy Pinokio znalazł się w brzuchu wieloryba i spotyka tam ojca, czyli Dżepetto, oraz Tuńczyka (Leszek Abrahamowicz), po czym cała trójka ucieka przez paszczę wieloryba, kiedy ten ziewa - budzi na widowni żywą reakcję dzieci.

Spektakl Domagały to musical familijny, który prócz zabawnej, przygodowej fabuły, dobrej muzyki i tańca niesie także wyraźne przesłanie, iż warto być dobrym, prawdomównym, uczynnym dla innych, że nie wolno krzywdzić drugiego. I nie tylko z tego powodu, że to bardzo boli, ale też i dlatego, iż spotka cię za to kara. System winy i kary funkcjonuje w całej pełni. I tę podstawową prawdę dzieci łatwo odczytują, albowiem granica między dobrem a złem jest tu wyraźnie narysowana i nikt nie może jej nie zauważyć.

Temida Stankiewicz-Podhorecka

 

"Pinokio, czyli świerszczowe opowieści" wg Carla Collodiego, adaptacja, reż. Cezary Domagała, muz. i kier. muz. Tomasz Bajerski, scenog. Marek Lewandowski, chor. Emil Wesołowski, Teatr Rampa, Warszawa.

 

Nasz Dziennik, 19 sierpnia 2009, Nr 193 (3514)

http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20090819&typ=kl&id=kl11.txt

 


Powrót
|  Aktualności  |  Prawo do życia  |  Prawda historyczna  |  Nowy wymiar heroizmu  |  Kultura  | 
|  Oświadczenia  |  Zaproszenia  |  Głos Polonii  |  Fakty o UE  |  Antypolonizm  |  Globalizm  | 
|  Temat Miesiąca  |  Poznaj Prawdę  |  Bezrobocie  |  Listy  |  Program Rodziny Polskiej  | 
|  Wybory  |  Samorządy  |  Polecamy  | 
|  Przyroda polska  |  Humor  | 
|  Religia  |  Jan Paweł II  | 
do góry