Powrót     Strona Główna Rodziny 
			Polskiej
Czy kiedykolwiek będę mogła się wyspowiadać i przystąpić do komuni św

Z Forum Pomocy Katolika

 

 

ŻYJĘ W ZWIĄZKU NIEFORMALNYM...

 

Czy kiedykolwiek będę mogła się wyspowiadać i przystąpić do komunii św.?

Autor: Alina

Data: 2005-05-09

 

Jestem mężatka i mam dwoje dzieci. Niestety żyję w związku nieformalnym tzn. nie mamy ślubu kościelnego. Mój mąż jest po rozwodzie i ma syna z pierwszego małżeństwa. Nie chciałabym go usprawiedliwiać, bo uważam że wina leży po środku, ale to poprzednia żona go porzuciła dla innego mężczyzny. Poznaliśmy się jak już był sam. Kochaliśmy się i chcieliśmy mieć dzieci. No i mamy dzieci. Ale nie wszystko jest dobrze. Żyjąc w związku nieformalnym czuję się źle. Nie mogę przystąpić do spowiedzi i komunii św. Wydaje mi się że jestem dobrym człowiekiem; chodzę co niedzielę do kościoła, staram się przestrzegać 10 przykazań, modlę się. Właściwie jedynym moim grzechem jest to, że związałam się z rozwodnikiem. Nie mogę tego żałować, bo kochamy się, chcieliśmy być ze sobą. Czuję się okropnie: odrzucona przez kościół, potępiona, bo ośmieliłam pokochać kogoś, kto też został odrzucony przez kogoś. Czy ja zrobiłam coś bardzo złego? Przecież nawet zabójcom wybacza się grzechy. Czy my na zawsze zostaniemy potępieni przez kościół? Myślałam kiedyś o rozwodzie kościelnym, ale czytałam kilka publikacji na ten temat i wiem, że to nie jest prosta sprawa i dość kosztowna. Pragnę nadmienić że odczucia mojego męża są podobne. Chciałabym też zaznaczyć, że pomimo tego wszystkiego nie odwróciłam się od kościoła nigdy tego nie zrobię.

 

Odpowiedz na tę wiadomość

 

Re: Czy kiedykolwiek będę mogła się wyspowiadać i przystąpić do komunii św.?

Autor: Elza

Data: 2005-05-09

 

Nikt Was nie potępia, a już na pewno nie Kościół. Człowiek może się sam potępić, wybierając życie w grzechu i odkładając nawrócenie 'na później'... Każdy grzech wyrządza krzywdę całemu Kościołowi, wszystkim ludziom na większą skalę, rani jedność, ale przede wszystkim człowiek dopuszczający się grzechu krzywdzi przez to siebie samego, a czasem w szczególny sposób swoich najbliższych. Radzę Wam porozmawiać z jakimś Kapłanem, bo takie sprawy traktuje się indywidualnie. Być może trzeba byłoby sprawdzić, czy małżeństwo Twojego partnera było ważne, bo jeśli nie, to moglibyście wziąć ślub kościelny. Słyszałam, że istnieją duszpasterstwa osób żyjących w związkach niesakramentalnych, poszukajcie. Jeśli chodzi o Komunię Świętą, to istnieją pewne sytuacje, kiedy osoby żyjące w takim związku mogą uzyskać pozwolenie na przystępowanie do Komunii Św., ale pod pewnymi warunkami. Szczegółowych informacji szukajcie w swoim parafialnym kościele. Bardzo zachęcam do bezpośredniej szczerej rozmowy z księdzem. Pozdrawiam z modlitwą.

 

Odpowiedz na tę wiadomość

 

Re: Czy kiedykolwiek będę mogła się wyspowiadać i przystąpić do komunii św.?

Autor: mama

Data: 2005-05-09

 

Zgadzam się z Elzą. Wiem, jak trudna jest taka sytuacja, bo sama kiedyś tego doświadczyłam. Polecam właśnie takie Duszpasterstwo, a jeśli jest zbyt daleko, to chociaż kontakt z księdzem, który coś takiego prowadzi.

 

Odpowiedz na tę wiadomość

 

Re: Czy kiedykolwiek będę mogła się wyspowiadać i przystąpić do komunii św.?

Autor: W.

Data: 2005-05-10

 

Alino, polecam Ci gorąco serwis: www.spotkaniamalzenskie.pl - tam znajdziesz wszelkie informacje dla małżeństw niesakramentalnych. Nawet nie wiesz, jak Cię dobrze rozumiem... Sami z żoną jesteśmy w podobnej sytuacji. Różnica jest taka, że żadne z nas nie jest rozwodnikiem, ale z różnych powodów nie możemy zawrzeć ważnego kanonicznie małżeństwa. Ja też często "przerabiam" pytania, które postawiłaś, ale im więcej się modlę i przyjmuję tę sytuację w kategorii  ‘każdy ma swój krzyż w życiu’ to jest łatwiej, uwierz mi. Na zakończenie dodam, że Wy z mężem możecie spróbować zrobić COŚ (stwierdzenie nieważności małżeństwa) w sprawie waszego małżeństwa, lub zawrzeć związek sakramentalny jeżeli kiedyś twój mąż zostanie kanonicznie wdowcem... My z żoną nie mamy takich możliwości...A jednak wierzymy

 

Odpowiedz na tę wiadomość

 

Re: Czy kiedykolwiek będę mogła się wyspowiadać i przystąpić do komunii św.?

Autor: Patrycja (---.internetdsl.tpnet.pl)

Data: 2005-05-10 22:18

 

Droga Alino,

 

Zacznę od Twoich końcowych słów:

„Żyjąc w związku nieformalnym czuję się źle. Nie mogę przystąpić do spowiedzi i komunii św. (...) chodzę co niedzielę do kościoła, staram się przestrzegać 10 przykazań, modlę się.”

„pomimo tego wszystkiego nie odwróciłam się od kościoła, nigdy tego nie zrobię.”

Bogu dzięki, że tak czujesz i robisz.

 

Napisałaś też:

„grzechem jest to, że związałam się z rozwodnikiem” Tak, masz rację, to był (i jest) grzech, przeciwko Przykazaniom „Nie cudzołóż” i „Nie pożądaj żony bliźniego twego”.

 

„Czy ja zrobiłam coś bardzo złego?” W podobnych sytuacjach daję radę, która w Twoim przypadku jest spóźniona - „dziewczyno, od żonatego uciekaj jak od zarazy”, „nie lituj się, że ma złą żonę”, „nie dozwól na sytuacje, które was zbliżą uczuciowo”. Tak, skutki cudzołóstwa są złe, dla uczestników, dla otoczenia i dla następnych pokoleń. Gdyby te słowa mogły zapobiec, napisałabym bardziej szczegółowo. W Twoim przypadku „stało się”, ale warto zastanowić się, jak ratować życie, które pozostało.

 

„Nie mogę tego żałować bo kochamy się, chcieliśmy być ze sobą.”

No właśnie... Właśnie to lansują laiccy psychologowie i laickie media. To jest to sedno, oszukańcze sedno: „jak się kocha, to można”. To jest kłamstwo, przekraczanie Przykazań ZAWSZE pociąga za sobą cierpienia. To nieuniknione. Jak dokładnie przypatrzysz się sytuacji tamtej kobiety, jej dziecka, Waszej sytuacji, może przyszłej sytuacji Waszych dzieci, to na pewno to zobaczysz. A o ilu skutkach nigdy się nie dowiesz? Jesteśmy bezsilni, jeżeli chodzi o naprawienie tych skutków, one wymknęły się poza nasz zasięg. Tylko Bóg może je ogarnąć i uleczyć, a my możemy starać się, aby dalsze nasze życie było dobre i budujące.

Jeżeli kochasz Boga (a wygląda na to, że tak), to uwierzysz Mu, że dając Przykazania dał drogę bezpieczną, dał, bo nas kocha, dał z miłości. Przykazania to jest niesamowita synteza Bożej Mądrości. Po uświadomieniu sobie tego jakże Bogu nie wierzyć, jakże nie żałować, jak nie płakać nad grzechem i nad swoją małością, bezsilnością, głupotą, nieposłuszeństwem, skutkami?

 

„Czuję się odrzucona przez kościół, potępiona, bo ośmieliłam pokochać kogoś.” Alino Droga, to Bóg ustanowił Przykazania, a Kościół jedynie nie ma prawa ich uchylić... „Szczery żal za grzechy” oraz „mocne postanowienie poprawy” to są dwa z pięciu warunków spowiedzi. Kościół CZEKA i MODLI SIĘ za Was.

 

„Przecież nawet zabójcom wybacza się grzechy.” Tak, warunek - jeżeli szczerze i do głębi serca żałują. Przykładem może być ‘dobry łotr’ ukrzyżowany obok Pana Jezusa, któremu Pan Jezus powiedział „(...) Dziś ze Mną będziesz w raju.” Łk 23:43

 

„Czy my na zawsze zostaniemy potępieni przez kościół?” Oczywiście, że nie. Ale trzeba jakoś doprowadzić życie do stanu zgodności z Bożym Prawem... Jak? Szukaj odpowiedzi u kompetentnych osób w Kurii Biskupiej. W ostatnim numerze „Miłujcie się” jest opisany przypadek, z którego możesz dużo skorzystać (artykuł pt. „Żyć w celibacie do śmierci?” Jest to list czytelniczki i odpowiedź. Po prostu zdaj się na prawo, pouczenia i decyzje Kościoła. Bóg dał Kościołowi uprawnienia: „Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane” J 20:23.

„(...) Wszystko, co zwiążecie na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążecie na ziemi, będzie rozwiązane w niebie” Mt 18:18,  „Kto was słucha, Mnie słucha, a kto wami gardzi, Mną gardzi; lecz kto Mną gardzi, gardzi Tym, który Mnie posłał” Łk 10:16.

A więc Bóg dał obietnice, że będzie respektował decyzje Kościoła... Oczywiście Kościół jest związany Bożymi Przykazaniami i Bożym „Co więc Bóg złączył, tego człowiek niech nie rozdziela!” Mk 10:9 (dlatego nie ma „rozwodów” kościelnych).

 

Dobrze że pytasz, szukasz. Masz rację, to są ważne sprawy, Bóg jest najważniejszy, pierwszy.

Bardzo Ci współczuję, Współcześni ludzie stawiani są w sytuacji, gdzie z jednej strony słyszą cichy głos Bożych Praw, a z drugiej mają przykład sąsiadów i idoli, mających piątą czy szóstą żonę... Nieświadomość usprawiedliwia, ale na ile to jest nieświadomość, a na ile lekceważenie Boga i Jego Praw - to wie już tylko sumienie człowieka.

Pan Bóg jest jedyną właściwą drogą, zrób wszystko, aby do Niego powrócić w pełni...

Najserdeczniej pozdrawiam.

 

Odpowiedz na tę wiadomość

 

Re: Czy kiedykolwiek będę mogła się wyspowiadać i przystąpić do komunii św.?

Autor: Bogna

Data: 2005-05-11

 

Droga Alino, wczytaj się uważnie w wypowiedź Patrycji. Jest bardzo mądra i wyważona. Widzę, że kierowała się ona wyjątkowym miłosierdziem, na jakie człowiek potrafi się zdobyć, starając się pokazać całą prawdę położenia, które sama sobie zgotowałaś. Nie obrażaj się na mocne słowa, bo są to słowa szczerej prawdy. Sprostuję tylko to, co napisałaś odnośnie potępienia. To nie jest tak, jak uważasz. Bo to nie Kościół Cię potępia, tylko Ty sama to czynisz, żyjąc w grzechu. Twój własny grzech Cię potępia. A dodatkowo, mimo, iż sumienie Ci w jakiś sposób to wyrzuca (źle się z tym czujesz), nie żałując tego zasłaniasz się uczuciami miłości. Każdy grzesznik sam się potępia. Żaden inny człowiek nie ma prawa nikogo potępiać. Jedynie grzeszny czyn można i należy potępiać, człowieka nigdy. Przeczytaj opowieść o kobiecie cudzołożnej i rozważ dokładnie, a zrozumiesz, dlaczego nikt Cię nie może potępić: "Wówczas uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do Niego kobietę którą pochwycono na cudzołóstwie, a postawiwszy ją pośrodku, powiedzieli do Niego: Nauczycielu, tę kobietę dopiero pochwycono na cudzołóstwie. W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A Ty co mówisz? Mówili to wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć. Lecz Jezus nachyliwszy się pisał palcem po ziemi. A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich: Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień. I powtórnie nachyliwszy się pisał na ziemi. Kiedy to usłyszeli, wszyscy jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych, aż do ostatnich. Pozostał tylko Jezus i kobieta, stojąca na środku. Wówczas Jezus podniósłszy się rzekł do niej: Kobieto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił? A ona odrzekła: Nikt, Panie! Rzekł do niej Jezus: I Ja ciebie nie potępiam. - Idź, a od tej chwili już nie grzesz" J 8,3-11.

Skorzystaj z rad udzielonych przez Patrycję. Nawet mocno kochając człowieka, dla Boga można żyć w celibacie, bo kiedy na pierwszym miejscu w życiu człowieka, który chce dostąpić zbawienia, jest Bóg, wszystko inne ułoży się samo. Żebyś nie mówiła, że łatwo tak mówić, posłużę własnym przykładem. Kiedyś, wiele, wiele lat temu, odrzuciłam Boga, a w zasadzie to niewłaściwy, zły obraz Boga Ojca, jaki mi mój własny ojciec ukazywał. Przestałam kompletnie wierzyć w takiego Boga. Żyłam w różnych związkach nieformalnych, przecież Boga nie było, a więc sama sobie ustalałam prawo moralne. Sama decydowałam co jest dobre, a co złe. Przecież ja za każdym razem byłam głęboko przekonana, iż jestem zakochana po uszy, a miłość wszystko może, czyli że mi wolno. A więc żyłam sobie tak, jak chciałam, zmieniając partnera, gdy tylko się odkochałam. Później, będąc w ciąży, sformalizowałam kolejny związek przed urzędnikiem Stanu Cywilnego. Urodziłam syna. Jednak 'mąż' okazał się takim samym alkoholikiem, jak mój ojciec, a więc po pięciu latach rozwód. Po rozwodzie, zanim jeszcze, w 3 lata później, Pan Bóg nie zaczął realizować w stosunku do mojej osoby swojego planu zbawienia, żyłam w dwóch, następujących po sobie związkach nieformalnych. Byłam przecież jeszcze wtedy całkiem młodą samotną kobietą, z dużym temperamentem. Nadal taka jestem, tylko już w innym kierunku ten temperament zwróciłam. Pracuję w służbie Bożej. Kiedy przed kilkunastu laty zdarzyła się we mnie za sprawą Ducha Świętego całkowita metanoia, postanowiłam nie grzeszyć więcej w 'sferze złej, niewłaściwej płodności'. Nie powiem, że łatwo mi to przychodziło. Ile pokus się sypało? Ile różnych propozycji niemoralnych związków? Ponoć należałam do atrakcyjnych osób. Ale wybrałam dobrowolny celibat, nawet go nie obiecywałam Panu Bogu przed ołtarzem, tylko postanowiłam tak żyć. Nie wykluczałam przy tym ewentualności, że Bóg postawi przede mną odpowiedzialnego człowieka, z którym mogłabym dzielić trudy dalszego życia w służbie Bożej. Jednak Bóg postanowił inaczej. Od kilkunastu już lat żyję w tym dobrowolnym celibacie i nie żałuje tego. Chociaż na początku tej drogi byłam nieco zaniepokojona i zawiedziona: Jakże tak? Już nigdy, do końca życia nie przytulę się do żadnego 'ukochanego'? Obecnie jestem spokojna, Bóg tak to wspaniale zaplanował, że naprawdę czuję się szczęśliwa żyjąc bez mężczyzny. Mam ogromne poczucie humoru, chociaż przyznam też, że jestem nieco nadwrażliwa, ale to chyba nie ma nic wspólnego z dokonanym przed laty wyborem, którego nie żałuję. Pozdrawiam Cię serdecznie. I życzę właściwego, opartego na Bogu, zrozumienia własnej sytuacji. Szczęść Boże.

 

Źródło:


Powrót
|  Aktualności  |  Prawo do życia  |  Prawda historyczna  |  Nowy wymiar heroizmu  |  Kultura  | 
|  Oświadczenia  |  Zaproszenia  |  Głos Polonii  |  Fakty o UE  |  Antypolonizm  |  Globalizm  | 
|  Temat Miesiąca  |  Poznaj Prawdę  |  Bezrobocie  |  Listy  |  Program Rodziny Polskiej  | 
|  Wybory  |  Samorządy  |  Polecamy  | 
|  Przyroda polska  |  Humor  | 
|  Religia  |  Jan Paweł II  | 
do góry